niedziela, 1 marca 2015

RZS - "Przyjaciółka" do końca życia!

Moi kochani RZS-owcy :)

Wiadomo, że pozytywne nastawienie jest baaardzo ważne w leczeniu i dlatego polecam Wam fajną stronkę na Facebooku.
Nazywa się jak w tytule, RZS - "Przyjaciółka" do końca życia!, wystarczy wpisać w okienku wyszukiwania i natychmiast znajdziecie się w kręgu przyjaciół, którzy zrozumieją Was jak nikt inny .
Atmosfera w grupie jest niesłychanie przyjazna i wcale niekoniecznie rozmawia się tam ciągle o RZS.
Dawno nie byłam wśród tak pozytywnych osób , tym bardziej,że zwłaszcza w necie zdarzają się jakieś niefajne zachowania. Ale nie w tej grupie :)
Zapraszam wszystkich , którzy chcą pogadać sobie od niechcenia, albo chociaż wyżalić.
Grupę prowadzi Magdalena Socha  bardzo sympatyczna i kontaktowa osóbka.

Link do grupy:
https://www.facebook.com/groups/1536446236635601/




sobota, 14 lutego 2015

Reumatoidalne zapalenie stawów - moc medycyny żywieniowej

W skrócie:

Gloria - urzędniczka.Reumatoidalne zapalenie stawów rozpoznano w 2006 roku przez miejscowego reumatologa. Reumatolog Glorii zalecił Metotreksat i Plaquenil, które nie były wystarczające dla uśmierzenia jej bólu więc rozważał dodanie leku Humira, który przestraszył Glorię powodu  doniesień FDA pokazujących skutki uboczne stosowania preparatu Humira obejmujące zwiększone ryzyko raka czy innych problemów immunologicznych.
Operacja pęcherzyka żółciowego Glorii w 2000 roku była główną wskazówką, że być może nie jest skuteczne trawienie i absorpcja odpowiednich składników odżywczych.
Lekarz zlecił kompleksowe badania krwi, w tym witaminy D, profil tarczycy, badania tolerancji glukozy, hormonów, CRP serca i inne.
Dalsze badania wykazały, że miała bardzo duże skoki cukru we krwi na godzinę i dwie godziny po spożyciu węglowodanów.
Badania wykazują, że niski poziom witaminy D znacznie zwiększa ryzyko chorób autoimmunologicznych, cukrzycy typu 1, RA i toczeń.
Po omówieniu strategii żywieniowej, określono zrównoważoną dietę bogatą w całości roślinne. Rozpoczęto suplementowanie kompensujące brak woreczka i funkcji żołądka.

Gloria spożywała zrównoważone posiłki z żywności i składników odżywczych, które optymalizują cukru we krwi, wspierają odbudowę funkcji nadnerczy i tarczycy, a także brała odpowiednie dawki i witaminy D w celu optymalizacji jej stężenia we krwi w ciągu trzech miesięcy.
Spodziewano się możliwości zmniejszenia leków w ciągu 6-12 miesięcy. Jakie było zaskoczenie kiedy okazało się, że w ciągu miesiąca nastąpiła 50% poprawa. A w dwa miesiące od kompleksowej zmiany stylu życia i  po miesiącu bez metotreksatu i Plaquenilu, Gloria była 90% wolna od bólu . Po następnym miesiącu ból zniknął całkowicie

Źrodło tu:
http://www.naturalnews.com/036189_rheumatoid_arthritis_nutritional_therapy_medicine.html

piątek, 6 lutego 2015

Leczenie jedzeniem



To dla tych, którzy jeszcze nie wierzą, że można leczyć jedzeniem , również RZS! :)
Prawdopodbnie będzie też Małgorzata Desmond


Leczenie jedzeniem. Casting do programu Polsatu Café

Anita Karwowska
 
30.07.2014 00:00
A A A Drukuj
Uczestnicy szwedzkiej edycji programu
Uczestnicy szwedzkiej edycji programu "U-Turn" (Fot. materiały producenta TV)
Masz chore stawy, problemy z poruszaniem się, nadciśnienie, cukrzycę, nadwagę? Chcesz czuć się lepiej i jesteś gotowy na zmianę diety? Telewizja Polsat Café poszukuje osób, które przed kamerami, pod okiem specjalistów chcą odzyskać sprawność. W Szwecji program okazał się wielkim sukcesem.
Artykuł otwarty
- Osiągnęliśmy mistrzostwo w medycynie, a jednocześnie stworzyliśmy wiele chorób cywilizacyjnych, które nas zabijają - mówią pomysłodawcy telewizyjnego programu medycznego "U-Turn", który pokazuje skutki niezdrowego trybu życia i uczy, jak z niebezpiecznej dla zdrowia ścieżki zawrócić.

Wymyślony w Szwecji format wywołał wielkie poruszenie wśród tamtejszych widzów. Na ich oczach życiowy zwrot wykonała grupa pacjentów w różnym wieku dotkniętych otyłością, cukrzycą, nadciśnieniem, ryzykiem udaru, chorobami kręgosłupa itp. Lekarz zamiast leków zaproponował im kilka miesięcy diety i ruchu.

Widzowie oglądali zawartość lodówek w domach bohaterów i dostawali wskazówki, co szkodzi najbardziej przy danym schorzeniu. A widząc efekty zmian u bohaterów, przekonywali się, że właściwa dieta nie jest już wyłącznie kwestią dobrego wyglądu i mody, ale wyborem, który może zaważyć na życiu.

W szwedzkiej edycji programu chorzy na oczach widzów schudli, poprawili wyniki badań, nabrali sprawności, pokonali ograniczenia w poruszaniu się i poczuli się pewniej ze swoimi dolegliwościami.

Jesienią taką szansę będą mieli polscy pacjenci. W polskiej edycji programu "U-Turn. Zawróceni", który od września będzie pokazywał Polsat Café, lekarze skupią się na pomocy chorym z problemami ortopedycznymi.

Do programu zostanie zaproszonych osiem-dziesięć osób, którymi zajmie się zespół lekarzy, fizjoterapeutów, diagnostów i specjalistka medycyny żywienia Małgorzata Desmond z Centrum Medycznego "Gamma".

Jeśli potrzebujesz takiej pomocy, zgłoś się do programu. Poszukiwane są osoby po urazach ortopedycznych, z przeciążeniami i zwyrodnieniami stawów, dodatkowo obciążone chorobami metabolicznymi i cywilizacyjnymi, takimi jak: choroby serca, nadciśnienie, cukrzyca typu 2, hipercholesterolemia, reumatoidalne zapalenie stawów !, choroba Hashimoto, łuszczyca, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa (także u dzieci), dna moczanowa i nadwaga/otyłość.

Zakwalifikowani do programu pacjenci ustalą z lekarzem plan leczenia, ale też będą mieli możliwość poddania się operacji ortopedycznej. Pod okiem specjalistów zmienią swoją dietę (na opartą na świeżych warzywach, kaszach, zbożach) i będą pracować nad odzyskaniem sprawności fizycznej.

Uczestnicy programu pokażą swoją lodówkę i wyniki badań. Ekspert ustali dietę, która pomaga walczyć z ich chorobami. Jeśli masz podobne dolegliwości, możesz z tych porad korzystać. Diety i przepisy znajdziesz w "Tylko Zdrowie".

Poszukiwane są osoby z Warszawy i okolic (z uwagi na miejsce usług medycznych). Zgłoszenia zawierające informację o sobie, swojej chorobie i numer telefonu kontaktowego można wysyłać na adres: zawroceni@formacjatv.pl.

środa, 8 października 2014

Barbara Połoczańska - pokonać chorobę

To wywiad,  co prawda nie o naszej chorobie, ale jak to powiedziała jego bohaterka - "choroby się różnią tylko nazwami" i " większość chorób zależna jest od czynników środowiskowych".
Bierzmy więc przykład i sprawy w swoje ręce :)
Przedstawiam Państwu wywiad z Barbarą Połoczańską (na zdjęciu poniżej) , który ukazał się w miesięczniku "Dobre Wiadomości" Nr 5/2009. Treść wywiadu nadal pozostaje aktualna. Nasze zdrowie to największy skarb. Warto o nie dbać. 

zdjecie p. Basi

Pani Barbaro, jaką ma Pani dobrą wiadomość dla naszych Czytelników?
Chciałabym przekazać Czytelnikom dobrą wiadomość, że stwardnienie rozsiane nie jest taką straszną chorobą. Można ją pokonać. Jest nadzieja, jednak od chorych zależy czy są gotowi zmienić swoje życie, bo na zdrowie trzeba ciężko pracować.
Kiedy Pani zachorowała?
Kiedy w 1994 roku usłyszałam diagnozę miałam 45 lat. Wcześniej nie miałam żadnych objawów. Jakieś przykurcze, drętwienia, dolegliwości związane z kręgosłupem tłumaczyłam dużą aktywnością zawodową i zmęczeniem. Pewnego ranka podczas urlopu u rodziny okazało się, że nie mogę stanąć na nogi. Sądziłam, że przepracowałam się w ogrodzie dzień wcześniej... Jednak problemy nie ustępowały, z trudem wróciłam do domu. Potem wizyta u lekarza, pobyt w szpitalu, wynik rezonansu magnetycznego i diagnoza - stwardnienie rozsiane (SM).
Jakie były te pierwsze dni?
Diagnoza była dla mnie straszna, to było jak spadająca winda. Byłam przerażona. Dużo płakałam nad sobą, nad wszystkim. Nie odwiedzali mnie znajomi. Potem dopiero odkryłam, że po prostu nie wiedzieli co powiedzieć, jak się zachować. Nie byli w stanie znieść widoku kobiety wcześniej aktywnej, roześmianej, tańczącej, a teraz pognębioną chorobą. Czułam się bardzo upokorzona, wstydziłam się, myślałam, że mam wypisane na czole, że jestem chora na stwardnienie rozsiane. Nie wychodziłam z domu. Kiedyś syn zawiózł mnie do przychodni, do koleżanki, lekarza psychologa. A ona powiedziała: Pan Bóg Cię wyróżnił, a nie napiętnował. Bo on wie, że Ty poradzisz sobie z tą chorobą. I rzeczywiście to mi się udało.
Jak zaczęła Pani walczyć z chorobą?
Przede wszystkim zaczęłam się zastanawiać dlaczego zachorowałam, szukałam przyczyn. Dużo czytałam. Uważam, że choroby należy leczyć przez usuwanie przyczyn. Skoro dieta jest bardzo ważna to trzeba zmienić tę dotychczasową. Trzeba zacząć od leczenia psychiki, od nastawienia do życia. Powoli zaczęłam wstawać. Chodziłam najpierw koło stołu, potem zaczęłam wychodzić z domu, szłam powoli, odpoczywałam, ale stopniowo zaczęłam chodzić.
Kto Pani podpowiedział taką metodę?
Lekarze najczęściej mówią chorym na SM - czeka pana/panią wózek. Zostawiają pacjenta samemu sobie. Ja musiałam pójść własną drogą i sama doszłam do tego jak radzić sobie z chorobą. Wiem jak trudno jest choremu samemu dźwignąć się. Chciałabym żeby każdy chory, bez względu na rodzaj choroby, dostał wsparcie od psychologa. U nas nie docenia się takiej możliwości.
Czemu zawdzięcza Pani sukces w pokonaniu choroby?
Stan mojego zdrowia nie ulega pogorszeniu od 2002 roku, jest to coś co graniczy z cudem. Mój sukces zawdzięczam temu, że przez cały czas nie brałam żadnych leków. Jestem hiperalergikiem - nie mogłam zażywać żadnych lekarstw, musiałam się wspierać metodami naturalnymi. Duże znaczenie ma zdrowa kuchnia, rehabilitacja i higiena psychiczna.
Jakie są główne zasady Pani diety?
Nie jadam czerwonego mięsa, tylko drobiowe oraz dużo ryb. Zrezygnowałam z białego pieczywa, makaronów, soli, cukru, słodyczy. Jeśli ryż to tylko brązowy. Nie używam śmietany, serów, mleka, bo jest szkodliwe. Jem bardzo dużo owoców, warzyw, piję soki. Warzywa przygotowuję na parze, bez soli tylko z przyprawami lub w postaci surówek. Staram się jeść jak najmniej ziemniaków i nie łączyć mięsa z ziemniakami. W kuchni używam oleju lnianego, który jest bogaty w kwasy Omega-3.
Jak wyglądają Pani posiłki?
Na śniadanie kawałek mięsa i surówki. Na obiad kawałek ryby lub mięsa, warzywa na parze, wśród nich jeden ziemniak jako dodatek, a nie danie główne, kilka rodzajów surówek. Jedzenie jest smaczne, lekkie i pożywne, a świadomość tego, że jest zdrowe naprawdę sprawia, że człowiek jest bardzo zadowolony. Do obiadu jeden kieliszek czerwonego wina, co też ma działanie lecznicze. Na deser mała kawa i trochę czekolady. Szczególnie upodobałam sobie gorzką z kardamonem firmy Terravita.
Co ułatwia Pani przygotowanie potraw?
Mam patelnię tytanową, na której smaży się rybę lub mięso bez tłuszczu. Do gotowania warzyw na parze mam specjalne dwa garnki oraz urządzenie do rozdrabniania warzyw na rozmaite surówki.
Jakie ćwiczenia fizyczne Pani wykonuje?
Dużo spacerujemy z mężem. Codziennie ćwiczę w domu na rowerze stacjonarnym, raz w tygodniu chodzę na basen oraz na ćwiczenia na ergonometrze do klubu wioślarskiego. Mamy ponton i latem wypływamy na jezioro. Korzystam z każdej okazji do ćwiczeń i ruszania się. Uwielbiam taniec.
Czego nauczyła Panią ta choroba?
Jestem szczęśliwym człowiekiem i tej chorobie dużo zawdzięczam. Moje życie jest teraz lepsze, poznałam i doceniłam świat na nowo - wąchałam kwiaty, oglądałam drzewa, słuchałam śpiewu ptaków. Cieszyłam się, że mogę pójść zrobić zakupy, posprzątać w domu i nie jestem skazana na pomoc innych.
Mówię o swojej chorobie, ale taki styl życia jaki teraz prowadzę może pomóc każdemu, bez względu na rodzaj jego choroby. Choroby różnią się tylko nazwami. Większość chorób zależna jest od czynników środowiskowych. W obliczu choroby ludzie nie polegają na sobie, nie dociekają jej przyczyn. Ślepo wierzą w cudowne działanie leków i nie zmieniają swojego dotychczasowego trybu życia.
Trwają w fałszywym przekonaniu, iż lek jest w stanie przywrócić im zdrowie. Sam lek nie wystarczy.
Często chorzy na stwardnienie rozsiane czekają na drogie leki, pokładają w nich wielkie nadzieje. A tymczasem pokonanie choroby jest w zasięgu ich ręki.
Co jeszcze chciałaby Pani przekazać Czytelnikom?
Chciałabym zwrócić uwagę na możliwość spotkania z doktor Joanną Woyciechowską, które odbędzie się 6 czerwca w Filharmonii na Ołowiance. Pani doktor od 40 lat mieszka w USA i przyjedzie na cykl spotkań do Polski. Jest bardzo zaangażowana w swoją pracę, uczy chorych na stwardnienie rozsiane jak żyć z tą chorobą, mówi o zdrowej diecie i zdrowym trybie życia.
Dziękuję za tę rozmowę, na pewno Pani doświadczenia mogą być bardzo pomocne dla wielu osób.

rozmawiała Marta Polak

Żródło tu:
http://www.dobrewiadomosci.eu/zdrowie/1198-barbara-pooczaska-pokona-chorob-

niedziela, 22 czerwca 2014

Przejadanie ziemi

http://video.anyfiles.pl/Przejadanie+Ziemi./Nauka+i+technologia/video/110103
Dokument dla wszystkich, którzy chcą zdrowo i odpowiedzialnie się odżywiać.
"Przejadanie Ziemi" to dokument o poszukiwaniach diety idealnej, dobrej dla zdrowia i środowiska. Nowatorscy szefowie kuchni, naukowcy i lekarze przekonują widzów do przemyślenia nawyków żywieniowych. Twórcy filmu przedstawiają m.in. przełomową pracę doktora T. Colina Campbella, który zajmuje się związkiem pomiędzy dietą a chorobami, badania dr Caldwell Esselstyn o powiązaniach odżywiania z leczeniem pacjentów z chorobami serca oraz teorie profesora Gidona Eshel o wpływie dokonywanych przez ludzi wyborów żywieniowych na atmosferę Ziemi. "Przejadanie Ziemi" pokazuje, w jaki sposób można jeść zdrowo i odpowiedzialnie, jedząc niekoniecznie tylko soczewicę i liście sałaty.

czytaj wiecej: http://www.planeteplus.pl/dokument-przejadanie-ziemi_42265#ixzz35P3XfzQf


Najbliższa emisja w niedzielę 29 czerwca o godz 18.55


środa, 16 kwietnia 2014

Nowalijki - jeść czy nie jeść

NOWALIJKI: PANIKA UZASADNIONA?

Co roku wczesną wiosną ożywa ten sam temat: „czy nowalijki są zdrowe, a może wręcz toksyczne, rakotwórcze etc”. Jak wiele innych kontrowersyjnych produktów spożywczych obrosły legendami, a jak to jest rzeczywiście?

Żyjemy w kraju o długim okresie niskich temperatur, które uniemożliwiają całoroczną, gruntową uprawę większości warzyw. Na przedwiośniu wyczerpane po zimie zapasy witaminowo-mineralne, no i kulinarna nuda, naturalnie kierują naszą uwagę i ochotę na nowalijki. No ale ich uprawa wymaga „extra” warunków – ciepła, słońca, wilgotności i składników odżywczych.
Potencjalne zagrożenie dla zdrowia wynika z azotanów kumulujących się w młodych roślinach. Gromadzą się głównie w korzeniu, pod skórką (rzodkiewka, marchewka), ale i w liściach wegetatywnych (liście zewnętrzne) np. sałat. Niektóre warzywa gromadzą duże (>3mg/g) ilości azotanów: szpinak, buraki, rzodkiewki, seler, sałata, kapusta.
Kumulacja związków azotu w młodych warzywach wynika z tego, że nie potrafią się one obronić przed nadmiarem nawozów azotowych – pochłoną tyle ile dostaną. Azotany w warzywach przekształcają się w azotyny, bardzo reaktywne związki, reagujące z amidami produkowanymi przez m.in. bakterie i tak powstają związki o działaniu rakotwórczym: N- nitrozoaminy. Związki te (ich metabolity) uszkadzają nić DNA, a konkretnie jeden z jej elementów – guaninę. Zmieniony zapis w nici DNA jest następnie powielany z błędem i tak powstaje mutacja, która może oznaczać początek powstawania nowotworu. Ten typ karcinogenów jest szczególnie związany z rakami przewodu pokarmowego. Nowalijki mogą też zawierać metale ciężkie: arsen, ołów, kadm, miedź, które biorą się z zanieczyszczonych nawozów wapniowych, magnezowych lub po prostu z towarzystwa ruchliwej drogi biegnącej przy polu uprawnym.

To jest jedna strona medalu, ale ……. Po pierwsze bądźmy świadomi, że dużo bardziej niebezpieczne dla zdrowia są N-nitrozoaminy, które powstają w produktach wędliniarskich i wędzonych. Dlaczego? Dlatego, że produkty mięsne w przeciwieństwie do nowalijek nie zawierają witaminy C, naturalnego związku, który chroni lub przynajmniej zmniejsza powstawanie N-nitrozoamin. Tu na marginesie uwaga: wielbicielu kiełbas, jeśli już je zjadasz popijaj lub przegryzaj takie posiłki innym produktem bogatym w witaminę C – np. sokiem pomarańczowym lub kawałkiem czerwonej papryki. Z drugiej strony azotyny w produktach wędliniarskich muszą być obecne, bo chronią przed rozwojem bakterii takich jak laseczka jadu kiełbasianego (zatrucie tą toksyną jest śmiertelne). Podobnie szkodliwe są N-nitrozaminy powstające w produktach serowarskich (tłustych serach), bo towarzyszą im nasycone kwasy tłuszczowe, czynnik zwiększający ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory złośliwe. Najsilniejsze działanie rakotwórcze wykazują N-nitrozoaminy zawarte w …. dymie tytoniowym, tam do towarzystwa mają jeszcze ok. 400 substancji o działaniu rakotwórczym.

Nowalijki zawierają zazwyczaj witaminę C i/lub karotenoidy, które redukują szkodliwe działanie N-nitrozoamin. Jeśli pochodzą z upraw certyfikowanych (ekologicznych) związki takie nie powstają, a nowalijki są bezpieczne nawet dla małych dzieci. Warto więc mieć zaprzyjaźnionego rolnika czy sklep ekologiczny, albo po prostu wykorzystać własny parapet, balkon, taras, ogródek działkowy i uprawy pod folią tunelową. To naprawdę nie jest takie trudne! Wczesne odmiany rzodkiewki, wysiewamy do podłoża uniwersalnego i jedynie podlewamy wodą (bez nawożenia), do zbioru niektóre odmiany rzodkiewek potrzebują zaledwie 20 dni! Podobnie „damy radę” z sałatą, szczypiorkiem, pietruszką, kalarepką, marchewką. Źródło witamin i mikroelementów na wiosnę to także kiełkownica. Do tego plastikowego naczynia potrzebujesz jedynie codziennego podlewania i niezaprawianych nasion. Wspaniałe są: rzeżucha, brokuł, słonecznik, fasola mung, lucerna, a także czerwona kapusta i kukurydza. Kiełki to bogactwo witamin C, K, selenu, magnezu, wapnia, potasu, żelaza i wielu olejków lotnych o działaniu bakteriobójczym czy przeciwgrzybicznym.

Często w internecie pojawiają się rady jak rozpoznać „przenawożone warzywa”. Otóż nie da się tego rozpoznać. Zarówno wielkość warzyw jak i obecność żółtych przebarwień na liściach nie są 100%-wym dowodem obecności nawozów azotowych. Bardzo duże plony można otrzymać w warunkach naturalnych, nawet na słonecznym parapecie, a żółte listki mogą być oznaką, że warzywo trochę już leży na straganie. Myślę, że jak zawsze należy do sprawy podejść zdroworozsądkowo: tzn. rzodkiewki wyhodowane w styczniu, na pewno wymagają dodatków nawozowych (nie tylko ogrzewanej i doświetlonej szklarni), ale już w gruncie pod osłoną foliową można je sadzić w połowie marca i plony zebrać z początkiem kwietnia. Pod koniec kwietnia i z początkiem maja większość nowalijek może już być z gruntu i bez azotowych dodatków.

A co jeśli nie mam pewnego źródła, ekologicznego rolnika lub słonecznego parapetu?
Nie kupuj nowalijek w styczniu i lutym, myj je dokładnie, obieraj skórki tam gdzie można to zrobić i usuwaj zewnętrzne liście – np.sałat. Ilość 3-4 listków sałaty lub 3 rzodkiewek nie zaszkodzi ci. W takiej sytuacji lepiej wybrać sałatę, pomidory czy ogórki importowane z Włoch, Hiszpanii czy innego zdecydowanie cieplejszego kraju niż inwestować w polskie nowalijki, ale za to z pewnością nawożone. Uważaj też na przechowywanie. Nie zamykaj roślin w torebkach foliowych, bo wilgoć i niedostatek tlenu zwiększa wytwarzanie N-nitrozoamin. Stary babciny sposób na przechowywanie sałaty? Czysta bawełniana ściereczka lekko zmoczona wodą – zawiń w nią sałatę i przechowuj w dolnej szufladzie lodówki.

I jeszcze na koniec kwestia różnic w wartościach odżywczych między warzywami z gruntu, a tymi ze szklarni. Otóż prawie nie ma takich różnic! Warzywa ze szklarni mogą być mniej słodkie bo produkują mniej naturalnych cukrów – szyba czy folia zatrzymuje część widma promieniowania słonecznego. Ale już witaminy C czy innych związków zawierają tyle samo co warzywa z gruntu (ostatecznie różnice w składzie zależą od metody uprawy, jak i wyboru gatunków).

Nie zapominajmy, że na przedwiośniu źródłem witamin i zdrowia są kiszonki (kapusta, ogórki), warzywa korzeniowe a także warzywa mrożone!

Lek.med. Aleksandra Kapała
Szpitalny Zespół Żywieniowy
Centrum Onkologii Instytut Warszawa
www.dietetykamedyczna.pl

czwartek, 27 marca 2014

"The Living Matrix" - rewolucja w leczeniu chorób

Coś się zaczyna dziać w medycynie.... dobrego

dokument w TVN 24, Ewa Ewart poleca:
niesamowity film do obowiązkowego obejrzenia :)
"The Living Matrix - nauka uzdrawiania "


Tu link:
https://www.youtube.com/embed/RZx32GF4vwI

kompletnie stawia na głowie to co do tej pory proponowała nam medycyna tradycyjna.
Grupa naukowców, niezależnych badaczy przedstawia nową, nowatorską definicję choroby.
Naczelna idea tego filmu, wokół  której obraca się cała narracja, polega na nowej definicji materii jako najbardziej skondensowanej formy energii.
My jesteśmy tą materią czyli energią, a nasze choroby i niedomagania wynikają z zaburzeń przepływu energii, te z kolei mają źródło w naszych emocjach ,w naszych myślach .
Bliższe poznanie energii i procesów energetycznych - w tym leży przyszłość medycyny.

Kilka wniosków z filmu:

  • „Geny nie kontrolują naszej biologii”.
  • „Kontroli w naszym ciele nie sprawują geny ani chemia, lecz informacja”.
  • „Choroba to uszkodzony przekaz informacyjny”.
  • „Najważniejszy jest zewnętrzny system informacji, to na nim powinniśmy się skupić, a nie na genach”.
  • „Zamiast koncentrować się na chorobie, powinniśmy skupić się na leczeniu. Wtedy zaczniemy wysyłać sygnały, które będą wspierać proces leczenia”.