wtorek, 9 lipca 2013

Sposób na reumatoidalne zapalenie stawów - rozmowa z Lidią Szadkowską, która pokonała RZS

Budzimy się, budzimy!! :)

Następny dowód na to , że odpowiednie żywienie pomaga w przezwyciężeniu RZS.
Tylko brać przykład od osób, które już przetestowały to na sobie. Warto chociaż spróbować innych metod, niż standardowe leczenie chemią.

"Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), inaczej reumatyzm, to przewlekła choroba o podłożu autoimmunologicznym, co oznacza, że organizm niszczy własne tkanki, wywołując szkody dla stawów (od małych stawów w dłoniach, nadgarstkach i stopach przez stawy w łokciach, kolanach i biodrach po stawy barkowe). RZS może wystąpić w każdym wieku i bez względu na płeć. Zlekceważenie leczenia RZS może doprowadzić do zniekształcenia stawów, niepełnosprawności, a nawet przedwczesnej śmierci.


Dziś natomiast chciałabym przedstawić naszym Czytelnikom kobietę, która wygrała z RZS. Pomimo zaleceń lekarza zrezygnowała z leków i leczenia konwencjonalnego, które nie poprawiało, a pogarszało jej stan zdrowia! Postanowiła zwalczyć reumatoidalne zapalenie stawów metodami naturalnymi, co więcej – dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi ludźmi, których również dotknęła ta choroba.

Zapraszam do poznania niezwykłej historii Lidii Aleksandry Szadkowskiej – autorki książek: „Jak wyleczyć nieuleczalne choroby”„Kuchnia weganki” oraz „Leczyć czy wyleczyć?”.
Agnieszka Przetak, Wellnessday.eu: Witaj Lidio, cieszę się, że zgodziłaś się podzielić swoimi doświadczeniami z czytelniczkami Wellnessday.eu. Zwalczyłaś RZS – bolesną, bardzo uciążliwą chorobę, uważaną za nieuleczalną… Jak zareagował na to Twój lekarz?
lidia-szadkowskaLidia Szadkowska: Jak zareagował mój lekarz? To zależy w jakim momencie. Kiedy mieszkałam jeszcze w Kielcach na wspomnienie o leczeniu dietą, ziołami czy też sposobem niekonwencjonalnym mój lekarz mówił, że to na pewno nie pomoże, bo nie ma sposobu na wyleczenie się z tej choroby, że jeszcze nikt nigdy nie wyleczył się z zapalenia stawów. Mówił, że muszę jeść wszystko, bo osłabnę jeszcze bardziej. Na moje spostrzeżenia, że po lekach czuję się coraz gorzej mówił, że muszę „coś” łykać, bo znajdę się na wózku inwalidzkim, a w najlepszym wypadku będę „stukała” laską. Piękna perspektywa…
Gdy po kilku miesiącach zjawiłam się w gabinecie z dobrymi wynikami i w niezłej kondycji, był zdziwiony i zapytał co zrobiłam. Nie było widać zadowolenia na jego twarzy, ale zapytał co w takim razie ma mi przepisywać. Odpowiedziałam, że masaże i gimnastykę. Więc to dostawałam.
Natomiast już po zamieszkaniu w Szczecinie pani doktor, której odmówiłam łykania tabletek  zdenerwowała się i zarzuciła mi, że„może nie byłam nigdy chora” i że może powinnam się przynajmniej prześwietlić.
Uporządkowałam więc chronologicznie swoje dokumenty leczenia, zabrałam je ze sobą wraz z kliszami z prześwietleń i udałam się na wyznaczoną wizytę. Wytłumaczyłam, że mój stan nie jest wynikiem leczenia konwencjonalnego, ale tylko i wyłącznie moją zasługą. Widząc teczkę z moimi dowodami leczenia stwierdziła, że „tego wszystkiego” to nie będzie czytać, ale przejrzała klisze. Rozmawiałyśmy przez jakiś czas na temat mojego leczenia. Powiedziała, że wie o tym, że się tym interesuje, ale… (pozwolisz, że nie dokończę, mimo wszystko szanuję lekarzy, są nam jednak czasem potrzebni).

AP: Wróćmy zatem do początku. Choroba nie oszczędzała Cię – Twoje stawy stały się zesztywniałe i tak bolesne, że nie mogłaś spać w nocy. Codzienne czynności stały się katorgą. Kilkakrotnie zasłabłaś. Dochodziło do zatruć lekami. Słyszałaś z ust lekarzy, że nic się nie da zrobić… Skąd zatem w schorowanej, drobnej kobiecie znalazło się tyle sił, by przeciwstawić się zaleceniom medycyny konwencjonalnej? Od czego zaczęłaś walkę o swoje zdrowie i życie?
Lidia Szadkowska: Można mieć serdecznie dość koszmarnego bólu. Myślałam sobie, że lepiej umrzeć niż tak się męczyć, bo takie życie to bezsens. Albo… coś z tym zrobić, tylko co? Dzieci jeszcze małe, a ja mam być inwalidką uzależnioną od innych?
Ktoś mi powiedział, że skoro nic nie pomaga, to coś jest nie tak z tym leczeniem. Byłam zatruta lekami. Po którymś z rzędu zasłabnięciu wylądowałam w przychodni, a stamtąd zawieziono mnie do szpitala. Lekarz dyżurująca zapytała mnie czy na coś się leczę. Poinformowałam ją na co i jakie leki biorę. Podpowiedziała mi, że leki p/reumatyczne są najbardziej toksyczne i lepiej będzie jak je będę brała tylko wtedy, gdy już naprawdę muszę… Dało mi to do myślenia.
Ból był nie do wytrzymania, którejś nocy zerwał mnie z łóżka. „Leki” nie skutkowały, miałam dość wszystkiego. Wstałam więc, wyszłam przed dom… był świt, stojąc tak czułam pustkę i bezradność … a potem głęboka prośba do Boga o pomoc… I nagle spokój wewnętrzny, jakby pogodzenie się z losem, a rano nogi same mnie poprowadziły tam, gdzie znalazłam wskazówki. Zaczęłam dostrzegać różnego rodzaju publikacje, ulotki z zaproszeniami na spotkania z lekarzami wegetarianami, poznawać wegetarian, odwiedzać księgarnie medyczne  i wszystko zaczęło stawać się jasne. W miarę zdobywania informacji  szybko dojrzałam do decyzji o podjęciu leczenia na własną rękę. W końcu to ja cierpię, to moje życie i moje zdrowie, lekarz nie pomógł i nie on będzie za mnie decydował czy mam leczyć się konwencjonalnie czy w inny sposób. Udało się.

AP: Gillian McKeith radzi, aby osoby chore na RZS przeszły na wegetarianizm, a jeszcze lepiej na weganizm. Czy taka dieta sprawdziła się w Twoim przypadku? Co powinien jeść reumatyk, a co należy bezwzględnie wyeliminować z jego jadłospisu?
lidia-szadkowska-1Lidia Szadkowska: I naprawdę to racja. Przyczyną chorób reumatycznych są głównie puryny, czyli niestrawione białko, które zamienia się w kwas moczanowy i odkłada w stawach. Ten kwas moczanowy odkładany jest nie tylko w stawach, lecz w różnych miejscach ciała. Wniosek taki, że niemal wszystkie choroby spowodowane są nadmiarem spożywanego białka.
Z diety reumatyków należałoby wykluczyć nie tylko mięso, ale także warzywa strączkowe i nabiał. Puryny mogą powstawać także z mleczanów. Od wielu osób słyszałam, że po odstawieniu mięsa poczuli się lepiej, ale po odstawieniu nabiałów odczuli dużo większą poprawę. U mnie wegańska dieta zadziałała z bardzo dobrym skutkiem, a próbowałam też innych. To działa, donoszą mi również o tym czytelnicy.
Warzywa strączkowe też zawierają dużą ilość białka, dlatego trzeba je wykluczyć. Zwłaszcza soja ma go najwięcej, nawet więcej niż mięso.Tak naprawdę to człowiekowi wystarcza bardzo niewielka ilość białka. Tak więc reumatycy powinni wziąć to pod uwagę, a już bezwzględnie przestać je spożywać podczas oczyszczania organizmu. Orzechy arachidowe są absolutnie nie wskazane, natomiast inne orzechy w niewielkich ilościach można dopuścić. Nie powinno się ich jednak spożywać na pewno podczas oczyszczania organizmu.
Ziarna zawierające gluten też nie są wskazane. Są to: pszenica, żyto, jęczmień i owies.
Bezwzględnie należy wykluczyć glutaminian sodu, kwasek cytrynowy, aspartam i inne słodziki. Są to substancje nagminnie dodawane do gotowych potraw i napojów.
A co jadać? Wszystko co się da na surowo. Dużo owoców, soków, warzyw, zupy gotowane na wodzie z dodatkiem niewielkiej ilości oleju, kasze, zwłaszcza jaglaną. Takie jedzenie dostarcza nam najwięcej witamin i biopierwiastków niezbędnych dla utrzymania dobrej kondycji zdrowotnej.
 AP: Wspomniałaś o oczyszczaniu organizmu. Dlaczego jest ono tak istotne w procesie zwalczania RZS i co właściwie oznacza? Jak skutecznie oczyszczać się?
Lidia Szadkowska: Oczyszczenie organizmu jest niezbędne, by wydalić z siebie wszelkie toksyny z nieodpowiedniego jedzenia i aplikowanych nam przez medycynę leków, a jelita z zalegającego niestrawionego pożywienia. Gdy sama zaczęłam się oczyszczać nie wiedziałam, że robienie lewatyw tak bardzo pomaga. Oczyszczałam się więc sokami i surową dietą, przeszłam później na odżywianie wegańskie z eliminacją roślin strączkowych. I… czułam się naprawdę dobrze. Gdybym wówczas włączyła również lewatywy, na pewno szybciej wróciłabym do zdrowia. Ale i tak byłam szczęśliwa, że coś zadziałało i to jeszcze jak!  Oczyszczenie jelit jest niezwykle ważne, ponieważ to tam głównie „lęgną się” wszystkie choroby. Zatoksyczone jelita to pożywka dla bakterii, zmniejszona wchłanialność witamin i minerałów, a za to zwiększona wchłanialność toksyn zalegających w jelitach. Czysty organizm dużo skuteczniej broni się przed chorobami. Jest wyposażony w naturalne siły obronne.

AP: A co z dzienną dawką ruchu? Osoby chore na RZS boją się wstać z łóżka, bo boli, a co dopiero pójść na spacer. Co robić? Zostać w łóżku czy jednak zrobić ten pierwszy krok? Od jakich ćwiczeń zaczęłaś?
lidia-szadkowska-3Lidia Szadkowska: Ruch to życie, a bezruch to powolna śmierć. Chyba każdemu jest znane to powiedzenie. Kiedyś człowiek wspinał się na drzewa, pracował w polu, czy ogrodzie, dużo wędrował, teraz jeździ samochodem, „wędruje” pilotem po kanałach telewizora albo siedzi przed komputerem. Odszedł daleko od swojej prawdziwej natury. Do tego odżywia się nieprawidłowo. Dlatego powinniśmy dużo ćwiczyć. Jak najczęściej korzystać z zajęć fitness, siłowni, biegać, jeździć na rowerze itd. Ruch jest potrzeby nam jak powietrze, by zachować kondycję, pobudzić krążenie krwi i płynów ustrojowych. Organizm wówczas dotlenia się i skuteczniej wydala toksyny z tkanek, a mięśnie stają się na tyle silne, że są w stanie utrzymać stawy i kręgosłup w odpowiedniej pozycji. Utrzymują w prawidłowej pozycji także wszystkie organa wewnętrzne. Wskazane też są masaże, bardzo pomagają.
Dla mnie najlepszym sposobem na pokonywanie bólu była właśnie gimnastyka. Nie trzeba się poddawać tylko walczyć ze swoją słabością, a z każdym dniem będzie lepiej, zauważalnie.
Pozostawanie w łóżku to chyba najgorsza opcja. Ja miałam przymocowane do sufitu podwieszki bym mogła po przebudzeniu, jeszcze w łóżku, rozruszać się i móc wstać. Dość szybko okazały się nie potrzebne, bo prócz tego ćwiczyłam w dzień i w chwilach, gdy dopadał mnie ból. Ustępował wówczas na jakiś czas, a gdy wracał ja też wracałam do ćwiczeń. Z każdym dniem odczuwałam wyraźną poprawę, a ćwiczenia z czasem wykonywałam coraz rzadziej.

AP: Jak długo trzeba czekać na efekty tych wszystkich działań? Jak długo Ty czekałaś na ustąpienie RZS?
Lidia Szadkowska: To już zależy od tego jak długo ktoś się ”leczył” tabletkami, zastrzykami, jakim rodzajem i nie daj Boże sterydami czy cytostatykami. Te ostatnie najtrudniej spędzić z organizmu. Ja nie zdecydowałam się na leczenie ani złotem ani sterydami. Broniłam się przed nimi ku niezadowoleniu lekarza, bowiem już posiadałam jakąś wiedzę na temat ich szkodliwości. Miałam i tak dużo szczęścia, bo w chwili, gdy dostawałam propozycję leczenia solami złota czy sterydami zawsze ktoś się pojawiał na mojej drodze z informacją o jego skutkach. Nauczyłam się dokładnie sprawdzać działanie leków, czytając w ulotkach jakie mogą być skutki uboczne, które właściwie zawsze są. Pytałam także ludzi chorych o ich efekty leczenia.
U mnie poprawa wyników nastąpiła po około trzech miesiącach, ale kondycyjnie odczułam zauważalną poprawę już po kilku dniach. Oczywiście nie była to poprawa, która mi dała natychmiast pełną kondycję i pozbycie się bólu. Jednak była to zauważalna różnica. W kilka tygodni zaczęłam normalnie chodzić, nawet zaczęłam liście grabić w ogrodzie, co mnie samą zaskoczyło. Ból zmniejszał się stopniowo, coraz rzadziej brałam środki przeciwbólowe i w coraz mniejszych dawkach. Tak naprawdę to trudno mi określić dokładnie czas kiedy nastąpiła radykalna poprawa. Mogę powiedzieć, że bardziej widzieli ją znajomi i obcy „obserwatorzy”. Czas się dla mnie nie liczył. Najważniejszy był efekt.

AP: Lidio, powiedz na koniec czym dla Ciebie jest wellness.
Lidia Szadkowska: Moim zdaniem to sposób na zdrowe życie. To nieustanne dbanie o siebie, kondycję zdrowotną, fizyczną i psychiczną. Prawidłowe odżywianie z dużą zawartością witamin i biopierwiastków, systematyczna gimnastyka lub korzystanie z siłowni i zajęć sportowo rekreacyjnych, relaks na świeżym powietrzu, rozsądne korzystanie z dobroczynnego działania słońca oraz dbanie o własne potrzeby emocjonalne i intelektualne.

AP: Serdecznie dziękuję za rozmowę."


Agnieszka Przetak


3 komentarze:

  1. Święta prawda... ja od dziś zaczynam oczyszczanie, jest mi strasznie ciężko... muszę wytrzymać, wystarczy dwa, trzy dni, a potem to już z górki, martwię się tylko moim żelazem... ale wiem że dobra kondycja fizyczna i psychiczna, zwłaszcza utrzymywana przez dietę, ćwiczenia, tak jak mówi p. Szadkowska, to sposób życia, w którym rzs jest niczym, więc do oczyszczania! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z czym Ci tak ciężko, Ulka?
    Piszesz, że zaczynasz "oczyszczanie" tzn. dietę czy lewatywy?
    Co do żelaza, to rok temu miałam dobre wyniki, ale muszę zrobić teraz nowe.
    Powodzenia w oczyszczaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ala, ciężko rozpocząć, ale dziś jest drugi dzień i czuję się dobrze, zawsze jak zaczynam, to mam potworny ból głowy, może określenie , że jest mi ciężko jest nie trafione...a co do lewatyw, to nigdy nie robiłam, nie wiem dlaczego, ale boję się ich...

    OdpowiedzUsuń