Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weganizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weganizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

Sposób na reumatoidalne zapalenie stawów - rozmowa z Lidią Szadkowską, która pokonała RZS

Budzimy się, budzimy!! :)

Następny dowód na to , że odpowiednie żywienie pomaga w przezwyciężeniu RZS.
Tylko brać przykład od osób, które już przetestowały to na sobie. Warto chociaż spróbować innych metod, niż standardowe leczenie chemią.

"Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), inaczej reumatyzm, to przewlekła choroba o podłożu autoimmunologicznym, co oznacza, że organizm niszczy własne tkanki, wywołując szkody dla stawów (od małych stawów w dłoniach, nadgarstkach i stopach przez stawy w łokciach, kolanach i biodrach po stawy barkowe). RZS może wystąpić w każdym wieku i bez względu na płeć. Zlekceważenie leczenia RZS może doprowadzić do zniekształcenia stawów, niepełnosprawności, a nawet przedwczesnej śmierci.


Dziś natomiast chciałabym przedstawić naszym Czytelnikom kobietę, która wygrała z RZS. Pomimo zaleceń lekarza zrezygnowała z leków i leczenia konwencjonalnego, które nie poprawiało, a pogarszało jej stan zdrowia! Postanowiła zwalczyć reumatoidalne zapalenie stawów metodami naturalnymi, co więcej – dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi ludźmi, których również dotknęła ta choroba.

Zapraszam do poznania niezwykłej historii Lidii Aleksandry Szadkowskiej – autorki książek: „Jak wyleczyć nieuleczalne choroby”„Kuchnia weganki” oraz „Leczyć czy wyleczyć?”.
Agnieszka Przetak, Wellnessday.eu: Witaj Lidio, cieszę się, że zgodziłaś się podzielić swoimi doświadczeniami z czytelniczkami Wellnessday.eu. Zwalczyłaś RZS – bolesną, bardzo uciążliwą chorobę, uważaną za nieuleczalną… Jak zareagował na to Twój lekarz?
lidia-szadkowskaLidia Szadkowska: Jak zareagował mój lekarz? To zależy w jakim momencie. Kiedy mieszkałam jeszcze w Kielcach na wspomnienie o leczeniu dietą, ziołami czy też sposobem niekonwencjonalnym mój lekarz mówił, że to na pewno nie pomoże, bo nie ma sposobu na wyleczenie się z tej choroby, że jeszcze nikt nigdy nie wyleczył się z zapalenia stawów. Mówił, że muszę jeść wszystko, bo osłabnę jeszcze bardziej. Na moje spostrzeżenia, że po lekach czuję się coraz gorzej mówił, że muszę „coś” łykać, bo znajdę się na wózku inwalidzkim, a w najlepszym wypadku będę „stukała” laską. Piękna perspektywa…
Gdy po kilku miesiącach zjawiłam się w gabinecie z dobrymi wynikami i w niezłej kondycji, był zdziwiony i zapytał co zrobiłam. Nie było widać zadowolenia na jego twarzy, ale zapytał co w takim razie ma mi przepisywać. Odpowiedziałam, że masaże i gimnastykę. Więc to dostawałam.
Natomiast już po zamieszkaniu w Szczecinie pani doktor, której odmówiłam łykania tabletek  zdenerwowała się i zarzuciła mi, że„może nie byłam nigdy chora” i że może powinnam się przynajmniej prześwietlić.
Uporządkowałam więc chronologicznie swoje dokumenty leczenia, zabrałam je ze sobą wraz z kliszami z prześwietleń i udałam się na wyznaczoną wizytę. Wytłumaczyłam, że mój stan nie jest wynikiem leczenia konwencjonalnego, ale tylko i wyłącznie moją zasługą. Widząc teczkę z moimi dowodami leczenia stwierdziła, że „tego wszystkiego” to nie będzie czytać, ale przejrzała klisze. Rozmawiałyśmy przez jakiś czas na temat mojego leczenia. Powiedziała, że wie o tym, że się tym interesuje, ale… (pozwolisz, że nie dokończę, mimo wszystko szanuję lekarzy, są nam jednak czasem potrzebni).

AP: Wróćmy zatem do początku. Choroba nie oszczędzała Cię – Twoje stawy stały się zesztywniałe i tak bolesne, że nie mogłaś spać w nocy. Codzienne czynności stały się katorgą. Kilkakrotnie zasłabłaś. Dochodziło do zatruć lekami. Słyszałaś z ust lekarzy, że nic się nie da zrobić… Skąd zatem w schorowanej, drobnej kobiecie znalazło się tyle sił, by przeciwstawić się zaleceniom medycyny konwencjonalnej? Od czego zaczęłaś walkę o swoje zdrowie i życie?
Lidia Szadkowska: Można mieć serdecznie dość koszmarnego bólu. Myślałam sobie, że lepiej umrzeć niż tak się męczyć, bo takie życie to bezsens. Albo… coś z tym zrobić, tylko co? Dzieci jeszcze małe, a ja mam być inwalidką uzależnioną od innych?
Ktoś mi powiedział, że skoro nic nie pomaga, to coś jest nie tak z tym leczeniem. Byłam zatruta lekami. Po którymś z rzędu zasłabnięciu wylądowałam w przychodni, a stamtąd zawieziono mnie do szpitala. Lekarz dyżurująca zapytała mnie czy na coś się leczę. Poinformowałam ją na co i jakie leki biorę. Podpowiedziała mi, że leki p/reumatyczne są najbardziej toksyczne i lepiej będzie jak je będę brała tylko wtedy, gdy już naprawdę muszę… Dało mi to do myślenia.
Ból był nie do wytrzymania, którejś nocy zerwał mnie z łóżka. „Leki” nie skutkowały, miałam dość wszystkiego. Wstałam więc, wyszłam przed dom… był świt, stojąc tak czułam pustkę i bezradność … a potem głęboka prośba do Boga o pomoc… I nagle spokój wewnętrzny, jakby pogodzenie się z losem, a rano nogi same mnie poprowadziły tam, gdzie znalazłam wskazówki. Zaczęłam dostrzegać różnego rodzaju publikacje, ulotki z zaproszeniami na spotkania z lekarzami wegetarianami, poznawać wegetarian, odwiedzać księgarnie medyczne  i wszystko zaczęło stawać się jasne. W miarę zdobywania informacji  szybko dojrzałam do decyzji o podjęciu leczenia na własną rękę. W końcu to ja cierpię, to moje życie i moje zdrowie, lekarz nie pomógł i nie on będzie za mnie decydował czy mam leczyć się konwencjonalnie czy w inny sposób. Udało się.

AP: Gillian McKeith radzi, aby osoby chore na RZS przeszły na wegetarianizm, a jeszcze lepiej na weganizm. Czy taka dieta sprawdziła się w Twoim przypadku? Co powinien jeść reumatyk, a co należy bezwzględnie wyeliminować z jego jadłospisu?
lidia-szadkowska-1Lidia Szadkowska: I naprawdę to racja. Przyczyną chorób reumatycznych są głównie puryny, czyli niestrawione białko, które zamienia się w kwas moczanowy i odkłada w stawach. Ten kwas moczanowy odkładany jest nie tylko w stawach, lecz w różnych miejscach ciała. Wniosek taki, że niemal wszystkie choroby spowodowane są nadmiarem spożywanego białka.
Z diety reumatyków należałoby wykluczyć nie tylko mięso, ale także warzywa strączkowe i nabiał. Puryny mogą powstawać także z mleczanów. Od wielu osób słyszałam, że po odstawieniu mięsa poczuli się lepiej, ale po odstawieniu nabiałów odczuli dużo większą poprawę. U mnie wegańska dieta zadziałała z bardzo dobrym skutkiem, a próbowałam też innych. To działa, donoszą mi również o tym czytelnicy.
Warzywa strączkowe też zawierają dużą ilość białka, dlatego trzeba je wykluczyć. Zwłaszcza soja ma go najwięcej, nawet więcej niż mięso.Tak naprawdę to człowiekowi wystarcza bardzo niewielka ilość białka. Tak więc reumatycy powinni wziąć to pod uwagę, a już bezwzględnie przestać je spożywać podczas oczyszczania organizmu. Orzechy arachidowe są absolutnie nie wskazane, natomiast inne orzechy w niewielkich ilościach można dopuścić. Nie powinno się ich jednak spożywać na pewno podczas oczyszczania organizmu.
Ziarna zawierające gluten też nie są wskazane. Są to: pszenica, żyto, jęczmień i owies.
Bezwzględnie należy wykluczyć glutaminian sodu, kwasek cytrynowy, aspartam i inne słodziki. Są to substancje nagminnie dodawane do gotowych potraw i napojów.
A co jadać? Wszystko co się da na surowo. Dużo owoców, soków, warzyw, zupy gotowane na wodzie z dodatkiem niewielkiej ilości oleju, kasze, zwłaszcza jaglaną. Takie jedzenie dostarcza nam najwięcej witamin i biopierwiastków niezbędnych dla utrzymania dobrej kondycji zdrowotnej.
 AP: Wspomniałaś o oczyszczaniu organizmu. Dlaczego jest ono tak istotne w procesie zwalczania RZS i co właściwie oznacza? Jak skutecznie oczyszczać się?
Lidia Szadkowska: Oczyszczenie organizmu jest niezbędne, by wydalić z siebie wszelkie toksyny z nieodpowiedniego jedzenia i aplikowanych nam przez medycynę leków, a jelita z zalegającego niestrawionego pożywienia. Gdy sama zaczęłam się oczyszczać nie wiedziałam, że robienie lewatyw tak bardzo pomaga. Oczyszczałam się więc sokami i surową dietą, przeszłam później na odżywianie wegańskie z eliminacją roślin strączkowych. I… czułam się naprawdę dobrze. Gdybym wówczas włączyła również lewatywy, na pewno szybciej wróciłabym do zdrowia. Ale i tak byłam szczęśliwa, że coś zadziałało i to jeszcze jak!  Oczyszczenie jelit jest niezwykle ważne, ponieważ to tam głównie „lęgną się” wszystkie choroby. Zatoksyczone jelita to pożywka dla bakterii, zmniejszona wchłanialność witamin i minerałów, a za to zwiększona wchłanialność toksyn zalegających w jelitach. Czysty organizm dużo skuteczniej broni się przed chorobami. Jest wyposażony w naturalne siły obronne.

AP: A co z dzienną dawką ruchu? Osoby chore na RZS boją się wstać z łóżka, bo boli, a co dopiero pójść na spacer. Co robić? Zostać w łóżku czy jednak zrobić ten pierwszy krok? Od jakich ćwiczeń zaczęłaś?
lidia-szadkowska-3Lidia Szadkowska: Ruch to życie, a bezruch to powolna śmierć. Chyba każdemu jest znane to powiedzenie. Kiedyś człowiek wspinał się na drzewa, pracował w polu, czy ogrodzie, dużo wędrował, teraz jeździ samochodem, „wędruje” pilotem po kanałach telewizora albo siedzi przed komputerem. Odszedł daleko od swojej prawdziwej natury. Do tego odżywia się nieprawidłowo. Dlatego powinniśmy dużo ćwiczyć. Jak najczęściej korzystać z zajęć fitness, siłowni, biegać, jeździć na rowerze itd. Ruch jest potrzeby nam jak powietrze, by zachować kondycję, pobudzić krążenie krwi i płynów ustrojowych. Organizm wówczas dotlenia się i skuteczniej wydala toksyny z tkanek, a mięśnie stają się na tyle silne, że są w stanie utrzymać stawy i kręgosłup w odpowiedniej pozycji. Utrzymują w prawidłowej pozycji także wszystkie organa wewnętrzne. Wskazane też są masaże, bardzo pomagają.
Dla mnie najlepszym sposobem na pokonywanie bólu była właśnie gimnastyka. Nie trzeba się poddawać tylko walczyć ze swoją słabością, a z każdym dniem będzie lepiej, zauważalnie.
Pozostawanie w łóżku to chyba najgorsza opcja. Ja miałam przymocowane do sufitu podwieszki bym mogła po przebudzeniu, jeszcze w łóżku, rozruszać się i móc wstać. Dość szybko okazały się nie potrzebne, bo prócz tego ćwiczyłam w dzień i w chwilach, gdy dopadał mnie ból. Ustępował wówczas na jakiś czas, a gdy wracał ja też wracałam do ćwiczeń. Z każdym dniem odczuwałam wyraźną poprawę, a ćwiczenia z czasem wykonywałam coraz rzadziej.

AP: Jak długo trzeba czekać na efekty tych wszystkich działań? Jak długo Ty czekałaś na ustąpienie RZS?
Lidia Szadkowska: To już zależy od tego jak długo ktoś się ”leczył” tabletkami, zastrzykami, jakim rodzajem i nie daj Boże sterydami czy cytostatykami. Te ostatnie najtrudniej spędzić z organizmu. Ja nie zdecydowałam się na leczenie ani złotem ani sterydami. Broniłam się przed nimi ku niezadowoleniu lekarza, bowiem już posiadałam jakąś wiedzę na temat ich szkodliwości. Miałam i tak dużo szczęścia, bo w chwili, gdy dostawałam propozycję leczenia solami złota czy sterydami zawsze ktoś się pojawiał na mojej drodze z informacją o jego skutkach. Nauczyłam się dokładnie sprawdzać działanie leków, czytając w ulotkach jakie mogą być skutki uboczne, które właściwie zawsze są. Pytałam także ludzi chorych o ich efekty leczenia.
U mnie poprawa wyników nastąpiła po około trzech miesiącach, ale kondycyjnie odczułam zauważalną poprawę już po kilku dniach. Oczywiście nie była to poprawa, która mi dała natychmiast pełną kondycję i pozbycie się bólu. Jednak była to zauważalna różnica. W kilka tygodni zaczęłam normalnie chodzić, nawet zaczęłam liście grabić w ogrodzie, co mnie samą zaskoczyło. Ból zmniejszał się stopniowo, coraz rzadziej brałam środki przeciwbólowe i w coraz mniejszych dawkach. Tak naprawdę to trudno mi określić dokładnie czas kiedy nastąpiła radykalna poprawa. Mogę powiedzieć, że bardziej widzieli ją znajomi i obcy „obserwatorzy”. Czas się dla mnie nie liczył. Najważniejszy był efekt.

AP: Lidio, powiedz na koniec czym dla Ciebie jest wellness.
Lidia Szadkowska: Moim zdaniem to sposób na zdrowe życie. To nieustanne dbanie o siebie, kondycję zdrowotną, fizyczną i psychiczną. Prawidłowe odżywianie z dużą zawartością witamin i biopierwiastków, systematyczna gimnastyka lub korzystanie z siłowni i zajęć sportowo rekreacyjnych, relaks na świeżym powietrzu, rozsądne korzystanie z dobroczynnego działania słońca oraz dbanie o własne potrzeby emocjonalne i intelektualne.

AP: Serdecznie dziękuję za rozmowę."


Agnieszka Przetak


sobota, 1 czerwca 2013

Dieta roślinna leczy - efekty diety przy RZS !


Dieta roślinna leczy

21.05.2012
Z Małgorzatą Desmond, dietetykiem, rozmawia Maciej Müller
Dieta roślinna leczy


    Spójne wyniki pochodzące z badań na dziesiątkach tysięcy wegetarian wykazują, że mają oni niższą zachorowalność na chorobę niedokrwienną serca (o ok. 32 proc.), cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, zespół metaboliczny, niższe stężenie cholesterolu i niższe BMI.

    Maciej Müller: Jak ocenia Pani społeczne podejście w Polsce do stosowania diet roślinnych? Dużo się różni od zachodniego?
    Małgorzata Desmond, specjalista w dziedzinie medycyny żywienia i dietetyki: Na Zachodzie kobiety w ciąży czy matki z dziećmi, kiedy informują lekarza o stosowaniu diet wegetariańskich czy wegańskich, zazwyczaj nie spotkają się ze sprzeciwem. Lekarze przyjmują to ze spokojem, sugerując wizytę u dietetyka. Tymczasem z rozmów z rodzicami dzieci biorących udział w moim badaniu w Centrum Zdrowia Dziecka wiem, że niektórzy spotkali się nie tyle z agresją, co nawet odmową prowadzenia ich jako pacjentów, a w skrajnych przypadkach nawet groźbą podania do sądu. Reakcje takie zdarzały się, choć oczywiście nie były regułą.

    Stanowiska wszystkich większych organizacji medycznych i żywieniowych na świecie są zgodne: diety roślinne można stosować na każdym etapie życia i przynoszą one korzyści zdrowotne.


    Skąd ten brak zrozumienia?
    Myślę, że częściowo z ignorancji. Studiowałam dużo za granicą i widzę, że w Polsce w programach studiów żywieniowych wegetarianizmowi poświęca się bardzo mało uwagi. Dlatego pokutuje powszechny pogląd, że on szkodzi i powoduje niedobory. To nieprawda, trzeba tylko wiedzieć, jak z takiej diety korzystać.
    Stanowiska wszystkich większych organizacji medycznych i żywieniowych na świecie są zgodne: diety roślinne można stosować na każdym etapie życia i przynoszą one korzyści zdrowotne. Od lat 50. XX wieku naukowcy prowadzą – na setkach tysięcy wegetarian – badania epidemiologiczne. Wykonuje się też więcej badań klinicznych poświęconych tym dietom. Wzrost popularności diet roślinnych to nieunikniony trend, bo korzyści z ich stosowania potwierdza coraz więcej badań. Na szczęście także w Polsce ukazuje się więcej artykułów, które raczej informują niż straszą.
    14-latka wraca ze szkoły i informuje mamę, że zamierza od dzisiaj przejść na wegetarianizm, bo tak zrobiły już wszystkie jej koleżanki. Jak powinna postąpić matka, żeby córka sobie nie zaszkodziła?
    Najgorsze co mogłaby zrobić, to na siłę zabronić jej przejścia na wegetarianizm. Wtedy córka pewnie i tak to zrobi, tylko na własną rękę i rzeczywiście sobie zaszkodzi. Więc warto podejść do sprawy spokojnie i wybrać się z nastolatką przede wszystkim do specjalisty w zakresie żywienia po poradę dietetyczną. Ale powinien być to dietetyk, który zna literaturę medyczną na temat wegetarianizmu.
    W wieku dojrzewania można sobie pozwolić na eksperymenty żywieniowe?
    Powtórzę, nie jako osoba prywatna, tylko przywołując stanowiska amerykańskich, kanadyjskich i brytyjskich stowarzyszeń dietetyków, amerykańskich i kanadyjskich stowarzyszeń pediatrów oraz Departamentu Zdrowia USA: prawidłowo zbilansowana dieta wegetariańska, w tym wegańska, jest odpowiednia dla człowieka na każdym etapie życia.
    Oczywiście zaleceń żywieniowych np. dla 14-latki nie można po prostu opublikować w sieci czy podyktować przez telefon. Dieta musi być ściśle dostosowana do wzrostu, masy ciała, aktywności fizycznej, płci itd. Możemy jednak mówić o ogólnych zasadach konstruowania diety roślinnej. Powinna się opierać na 4-5 grupach produktów: warzywach, owocach, produktach pełnoziarnistych, roślinach strączkowych oraz niewielkich ilościach orzechów i pestek. Tzw. laktoowowegetarianizm dopuszcza też mleko, sery i jaja. W przypadku produktów mlecznych, od drugiego roku życia powinno się spożywać produkty o obniżonej zawartości tłuszczu, ponieważ ich regularne spożywanie, szczególnie w formie pełnotłustej, skutkuje podwyższonym stężeniem cholesterolu.

    Odpowiednio zbilansowana dieta wegetariańska zapewni dziecku wszystkie potrzebne składniki odżywcze. Białko i żelazo znajdują się nie tylko w mięsie: to chyba największy mit dotyczący diet roślinnych.

    Wspomniała Pani, że na dietę roślinną można przejść w każdym wieku. Czy dotyczy to także dzieci?
    Stanowiska światowych towarzystw pediatrycznych są jednoznaczne: jest to całkowicie bezpieczne. Jednak musi to być dieta odpowiednio zbilansowana i zawsze należy się udać po poradę do wykwalifikowanego w tym temacie dietetyka. Według szacunków, w Stanach Zjednoczonych żyje ok. 7,5 mln wegan, w tym dzieci. Odpowiednio zbilansowana dieta wegetariańska zapewni dziecku wszystkie potrzebne składniki odżywcze. Białko i żelazo znajdują się nie tylko w mięsie: to chyba największy mit dotyczący diet roślinnych. Wspólnie z prof. Januszem Książykiem prowadziłam w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie badania dzieci 2-10-letnich stosujących diety wegańską, wegetariańską i tradycyjną. Okazało się, że w tych trzech grupach takie parametry jak morfologia krwi, stężenie albumin w surowicy (wskaźnik stanu odżywienia dziecka białkiem) były na takim samym poziomie. Potwierdzają to badania na dzieciach wegetariańskich z innych krajów.
    Może sprzeciw bierze się stąd, że małe dziecko kojarzy się z mlekiem – jak więc mu go odmawiać?
    Po pierwsze nie trzeba go odmawiać. Diety wegetariańskie zawierają w sobie też produkty mleczne. Ale jeżeli już ktoś decyduje się na dietę wegańską, można ją odpowiednio skomponować tak, aby nie brakło w niej niczego, co dostarcza mleko. Dla mnie skomponowanie wegańskiej diety właściwej dla małego dziecka jest łatwe, bo wiem, według jakich zasad się to robi. Ale rodzic absolutnie musi udać się do dietetyka. W naszym badaniu często obserwowaliśmy u dzieci wegańskich niedostateczną podaż wapnia w diecie. To wynikało nie tyle z braku nabiału, ale z tego, że rodzice nie wiedzieli, czym go zastąpić. Niestety w Polsce nie wydano do tej pory oficjalnych zaleceń na temat żywienia dzieci wegańskich i wegetariańskich. W wielu krajach zachodnich, m.in. w USA, takie zalecenia istnieją.
    A czy na wegetarianizm może sobie pozwolić kobieta w ciąży?
    Jak najbardziej. Stanowiska wyżej wymienionych towarzystw są w tej kwestii takie same, jak w przypadku małych dzieci. Tylko znowu: trzeba wiedzieć, jak to zrobić. Wstępne wyniki badań – wymagające jeszcze potwierdzenia – wskazują, że dieta roślinna obniża ryzyko stanu przedrzucawkowego i rzucawkowego.
    Jednak w ostatnim czasie wskazano na stosowanie diety wegetariańskiej (a zwłaszcza spożywanie soi) przez matkę w pierwszym i drugim trymestrze ciąży jako na jedną z przyczyn spodziectwa (wady układu moczowego cechującej się nieprawidłowym ujściem cewki moczowej na brzusznej powierzchni prącia) u noworodków.
    Do tej pory wykonano trzy badania, które oceniały ryzyko spodziectwa potomstwa związane z wegetariańską dietą matki. Dwa z nich wskazują na zwiększone ryzyko, jedno z nich nie wykazało żadnego związku. Niestety badania te nie były wykonane z dużą dokładnością, np. autorzy jednego z nich sugerowali, że zwiększone ryzyko może wiązać się z wyższym spożyciem soi przez matki wegetarianki, jednakże w badaniu tym nie mierzono spożycia soi przez jego uczestniczki. Inne z tych badań nie znalazło żadnego związku między spożyciem soi przez matki wegetarianki a ryzykiem tej przypadłości. Są one, więc w dużej mierze sprzeczne i na ich podstawie nie możemy wyciągnąć żadnych mocnych wniosków. Nie skłoniły one też żadnego dużego towarzystwa żywieniowego do zmiany pozytywnego stanowiska względem diet roślinnych w ciąży.
    Czy są jakieś składniki odżywcze, które trzeba suplementować?
    Owszem: witaminę B12, której w produktach roślinnych nie ma. Znajduje się ona wprawdzie w produktach mlecznych i jajkach, ale z badań wynika, że także u laktoowowegetarian jej stężenie we krwi jest zbyt niskie. W Polsce coraz częściej pojawiają się na szczęście w sprzedaży produkty fortyfikowane witaminą B12, np. mleko roślinne (sojowe czy ryżowe). Kwestię sposobu suplementacji dietetyk omawia z każdym pacjentem indywidualnie.
    Suplementuje się także witaminę D, ale to zalecenie (wydane przez konsultanta krajowego) dotyczy wszystkich, bez względu na przyjętą dietę, w okresie od października do marca, a w zależności od wyników stężenia witaminy D w surowicy – u niektórych też i w okresie letnim, choć to trzeba indywidualnie omówić z dietetykiem czy lekarzem.
    Czyli za pomocą diet roślinnych można osiągnąć korzyści zdrowotne?
    Tak, te diety pełnią ważną funkcję w prewencji pierwotnej chorób. Spójne wyniki pochodzące z  badań na dziesiątkach tysięcy wegetarian wykazują, że mają oni niższą zachorowalność na chorobę niedokrwienną serca (o ok. 32 proc.), cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, zespół metaboliczny, niższe stężenie cholesterolu i niższe BMI.
    Ale niezwykle istotna jest również kwestia prewencji wtórnej. Niskotłuszczowa dieta wegańska oparta o niskoprzetworzone produkty jest w stanie obniżyć stężenie cholesterolu w stopniu porównywalnym do leków (o ok. 40 proc.), a także cofnąć zmiany miażdżycowe. Terapia taką dietą została obecnie zaaprobowana przez Amerykański Departament Zdrowia i Amerykanie, którzy kwalifikują się do operacji wszczepienia by-passów czy angioplastyki, są uprawnieni do jej refundowania jako opcji terapeutycznej. Tego typu dieta jest też skuteczniejsza niż diety tradycyjnie zalecane przez towarzystwa diabetologiczne w terapii cukrzycy typu 2 (potwierdzono to w wielu badaniach klinicznych, w tym w dwóch badaniach bardzo wysoko cenionych w medycynie, tzw. badaniach z randomizacją )

    Niskotłuszczowa dieta wegańska oparta o niskoprzetworzone produkty jest w stanie obniżyć stężenie cholesterolu w stopniu porównywalnym do leków (o ok. 40 proc.), a także cofnąć zmiany miażdżycowe.

    W jednym z programów telewizyjnych powiedziała Pani kiedyś, że dieta roślinna wycisza układ immunologiczny.
    Z badań w dziedzinie reumatologii wynika, że diety roślinne, wegetariańskie, wegańskie, czy wręcz surowe wegańskie (witariańskie), skutkują korzystnymi efektami np. przy reumatoloidalnym zapaleniu stawów(!). Przegląd badań sugeruje, że zmniejszają się pod ich wpływem dolegliwości bólowe, i towarzyszy temu wyciszenie nadreaktywności układu immunologicznego poprzez zmniejszenie stanu zapalnego.
    W moim poradnictwie żywieniowym współpracuję z reumatologiem dr n. med. Edytą Biernat-Kałużą. W leczeniu pacjentów reumatologicznych stosujemy najczęściej dietę roślinną (choć niekoniecznie w 100 proc. wegańską) ale eliminacyjną – bezglutenową, wykluczającą często też inne antygeny (jak np. białko mleka krowiego, kukurydzę, ryż).
    Badania w tej dziedzinie sugerują, że efekt terapeutyczny osiągany jest na trzech poziomach. Po pierwsze następuje wyciszenie reakcji zapalnych organizmu poprzez dietę bogatą w warzywa i owoce, zawierające substancje przeciwzapalne, jak również poprzez unikanie produktów nasilających reakcje zapalne (np. czerwone mięso). Po drugie ze względu na brak stymulacji układu odpornościowego przez antygeny (na które niektóre osoby reagują z racji uwarunkowań dziedzicznych) organizm produkuje mniej autoprzeciwciał i kompleksów immunologicznych, co skutkuje zmniejszeniem nasilenia procesu chorobowego. Po trzecie zachodzi zmiana bakteryjnej flory jelitowej z prozapalnej na przeciwzapalną. Dziś wiemy, że bakterie w naszym jelicie pozostają w ścisłej komunikacji z naszym układem odpornościowym. Możemy to osiągnąć za pomocą eliminacyjnej diety roślinnej.
    Mówię to podstawie nie tylko opublikowanych wyników badań, ale także klinicznych efektów u naszych pacjentów. Diety takie stosujemy z korzystnymi efektami terapeutycznymi w przypadkach wspomnianego reumatoidalnego zapalenia stawów, ale także łuszczycowego i reaktywnego zapalenia stawów, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa, a nawet tocznia rumieniowatego układowego. Na naszej stronie internetowej można posłuchać samych pacjentów, którzy po przejściu terapii dietą opowiadają o swoich sukcesach terapeutycznych: http://www.carolina.pl/pacjent/1028-historie_sukcesow_terapeutycznych_pacjentow_cmz_filmy.html
    Czy dietę wegańską ocenia Pani wyżej niż laktoowowegetariańską?
    Większość badań długoterminowych, kohortowych nie daje jednoznacznej odpowiedzi, która dieta jest najkorzystniejsza z punktu widzenia prewencji chorób. Jednak najnowsze wyniki badania Adventist Heath Study II, prowadzonego na 90 tys. osób ( w tym w dużej części na wegetarianiach i weganach) wykazują, że weganie dzięki stosowanej diecie w największym stopniu ograniczają u siebie ryzyko wystąpienia cukrzycy, nadciśnienia i zespołu metabolicznego, jak również nadwagi i otyłości. Na kolejnych miejscach plasują się wegetarianie, potem tzw. fish-eaters, a na końcu „wszystkożercy”.
    Wróćmy do diety stosowanej prewencyjnie. Czy można przejść na wegetarianizm zarabiając średnią krajową?
    To zależy, na jakie produkty się zdecydujemy. Jeśli do diety włączymy papaję, mango i daktyle medjool, to rzeczywiście musimy zarabiać ponadprzeciętnie. Ale takie produkty jak kasze, rośliny strączkowe, soczewica, jabłka, gruszki itp. są niedrogie. Trudniej jest z warzywami i owocami poza sezonem, ale można z powodzeniem stosować mrożonki. Podobną „inwestycję” muszą jednak wykonywać także osoby na diecie tradycyjnej, chcące się zdrowo odżywiać.
    Proszę na koniec zaproponować coś zdrowego i smacznego na wegańskie śniadanie.
    Warto zjeść np. owsiankę na mleku sojowym, ryżowym czy migdałowym z dodatkiem cynamonu, owoców suszonych albo startego jabłka. Spróbujmy też coraz popularniejszego na zachodzie koktajlu owocowego na mleku roślinnym z dodatkiem zielonych warzyw liściastych. Miksujemy mleko sojowe, mrożone jagody albo maliny, dwa banany, a do tego dodajemy garść szpinaku sałatkowego. A jeśli wolimy coś na słono, proponuję kanapkę z chleba pełnoziarnistego z humusem (pastą z cieciorki) z dodatkiem warzyw albo omlet z tofu.
    Muszę wspomnieć, że pacjenci, którzy przechodzą u mnie na dietę w dużej mierze roślinną czy nawet wegetariańską w większości twierdzą, że odkryli zupełnie nowe smaki, a ich żywienie stało się o wiele bardziej urozmaicone.

    Mgr Małgorzata Desmond jest specjalistą w dziedzinie medycyny żywienia i dietetyki. Studiowała w University of West London i na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, ukończyła także kurs epidemiologii żywienia w Imperial College London oraz kurs zdrowia publicznego w Harvard School of Public Health. Pracuje w Carolina Medical Center w Warszawie, gdzie współtworzy pierwsze w Polsce Centrum Medycyny Żywienia. W ramach doktoratu prowadzi również badania dotyczące wpływu diet roślinnych na czynniki ryzyka chorób krążenia w Institute of Child Health, University College London oraz w Klinice Pediatrii Centrum Zdrowia Dziecka.

    piątek, 5 kwietnia 2013

    Jedzenie ma znaczenie - Bill Clinton uratował życie dzięki programowi dra Deana Ornisha


    Bill Clinton przeszedł na VEGANIZM!
    Następny dowód dla niedowiarków na to , że jedzenie ma znaczenie! Może powodować choroby , ale również może leczyć , wszystko zależy od tego co jesz i ile jesz i czego nie jesz ;)
    Zobaczcie jak historia się powtarza - prawie w każdej z chorób cywilizacyjnych, leczenie jest takie samo -  czy to choroby serca czy RZS czy rak.
    Są, jak widać, mądrzy lekarze - słuchajmy więc ich . Umiejmy oddzielić ziarno od plew.

    Bill Clinton miał zaawansowaną miażdżycę, wstawiono mu stent, który znowu zaczął mu zarastać blaszką miażdżycową. Nie chciał przechodzić zabiegu ponownie i ponownie i zaczął szukać innych metod zapobiegania miażdżycy.
    Dzięki programowi odwracania miażdżycy dra Deana Ornisha,  przeszedł na dietę całkowicie roślinną, bez mięsa. Je fasolę i inne rośliny strączkowe, warzywa ,owoce. Nie je również nabiału - pije mleko migdałowe. Zabronione jest spożywanie rafinowanych olejów - oleju ze słonecznika,sojowy z kukurydzy, oliwę z oliwek.
    Schudł 12 kilo i wrócił do figury jaką miał na studiach. Ale nie zrobił tego dla schudnięcia ale dla zdrowia. Po przejściu na zaleconą dietę organizm zaczął się sam leczyć ; blaszka miażdżycowa i złogi wapnia w tętnicach zaczęły znikać.
    Dr Caldwell Esselstyn także  nie ma wątpliwości, że nikt nie musi chorować na chorobę niedokrwienną serca, a jeśli już na nią choruje jego stan nie musi się pogarszać. Wystarczy odejść od pokarmów, które niszczą wnętrze naszych tętnic - tak niezwykły jest potencjał naszego organizmu do samoleczenia.
    Dr. Esselstyn przyznaje również , że to  lekarze za bardzo kładą nacisk na środki farmakologiczne(!), zabiegi i operacje, które są tak naprawdę tylko leczeniem objawów a nie przyczyn choroby.
    Ma także nadzieję, że za dobrym przykładem Billa Clintona pójdą inni ludzie wykazano bowiem , że prawie 82% osób, które zdecydowało się na takie zmiany było w stanie cofnąć niedokrwienną chorobę serca. Bez tego bowiem problem będzie wciąż wracał. Operacja bypassowa nie rozwiązuje problemu.
    Dr Esselstyn kładzie też nacisk na zapobieganie chorobom serca poprzez stosowanie diety nawet przez dzieci w szkole. Nie czekajmy aż choroba się pojawi. Musimy zacząć już od dzieci i młodzieży u której już pojawia się blaszka cholesterolowa.
    Dr Ornish mówi, że należy wprowadzić kompleksowe zmiany w żywieniu - jak pokazały badania, jeżeli chce się odwrócić chorobę serca, miażdżycę, odwrócić cukrzycę i nadciśnienie,  a nawet zatrzymać progresję nowotworów !. Najważniejsze jest to co wprowadzimy do diety , najważniejsze są warzywa i owoce, w których zawarte są setki tysięcy substancji, które mają działania ochronne. Niezbędne są także oleje rybie zwłaszcza kwasy tłuszczowe Omega3.
    Najważniejszym przesłaniem, mówi Dr.Ornish, jest to, że jedząc nieprzetworzone produkty roślinne, unikając produktów przetworzonych, unikając nabiału i wszystkiego na naszym talerzu co ma matkę i twarz - czyli mięsa, ryb i drobiu, nasz organizm może się zregenerować w stopniu wręcz niewiarygodnym! Mozg dostaje więcej tlenu myślisz jaśniej, masz więcej energii. Skóra jest w lepszym stanie, czujesz się lepiej , zmienia się motywacja ze strachu przed śmiercią do radości życia.
    Najciekawsze jest również to, że amerykański system ubezpieczeń zdrowotnych płaci za zastosowanie tego programu u chorych.! 
    A nasz ZUS ? kiedy się obudzi ? , kiedy będzie płacił za sposób leczenia, które my sami chcemy wybrać dla siebie?







    poniedziałek, 11 marca 2013

    Jak zostałam weganką

    "Jeżeli twierdzisz, że natura zaprojektowała Cię abyś jadł mięso, to najpierw zabij własnoręcznie to co zamierzasz zjeść. Zrób to, uzbrojony jednak tylko w to, w co wyposażyła Cię natura, bez pomocy noża, tasaka czy topora."*
    -Plutarch

    _____________________________________________________________________

    Od najmłodszych lat chciałam zostać wegetarianką. Szkoda było mi tych wszystkich zwierząt, które musiały zostać zabite, żebym mogła jeść mięso, żebym mogła żyć. A ja uwielbiałam zwierzęta, ich towarzystwo a zwłaszcza psy, które w moim domu rodzinnym były  od dzieciństwa. Do tej pory uważam, że dom bez zwierząt jest jakiś pusty. Musi jakiś ogon plątać się pod nogami. Były też chomiki, świnki, papużki i kot a nawet dwa koty.

    Lubiłam jeść owoce i warzywa. Gdy rozpoczynało się lato zajadałam tony truskawek, czereśni, moreli, surowych ogórasów, rzodkiewki, szczypiorku. Fasolka, lub kalafior z bułką tartą to był mój ulubiony obiad, ale jadłam też mięso, lubiłam je  - no i  trzeba było jeść białko zwierzęce. Tak wtedy uważałam, tak mnie nauczono, tak pisano w książkach kucharskich i gazetach dla kobiet. Nie wiedziałam o tym , że białko można znaleźć również w warzywach i to nie tylko w fasoli, grochu czy soi, i że jest ono pełnowartościowe. Poza tym był strach, że będę niedożywiona, zacznę może chorować i wtedy wyjdzie cała prawda, że mięso jest niezbędne do życia człowieka. Bałam się też opinii innych ludzi, bo tak prawdę mówiąc byłabym jedyną osobą w moim otoczeniu nie jedzącą mięsa. Bałam się co powie moja rodzina i co ja im powiem.

     Potem przyszły dzieci, obowiązki rodzinne. Lodówkę wypełniało mięso i kiełbasy - tak było najłatwiej i najszybciej coś sklecić do jedzenia - nie ma to jak schabowy  z kapustą, bigosik, bułeczka z wędlinką. Z tyłu głowy jednak wciąż tliła się myśl o tym , jak to by było gdybym "rzuciła" mięso i że powinnam to zrobić. Pojawiały się myśli  o tym, dlaczego jedne zwierzęta zjadam a drugie śpią ze mną w łóżku i są członkami mojej rodziny. Czytałam  "Wegetariański Świat", "Czwarty Wymiar", "Nieznany Świat". O tym, że świnia jest bardziej inteligentna niż pies.

    Żyłam w takiej schizofrenii ładnych paręnaście lat. Podziwiałam wegetarian  i zazdrościłam im - jednak dla większości ludzi byli oni dziwadłami, ale dla mnie byli trochę nadludźmi, bohaterami , którzy tak dzielnie przeciwstawiają się prawie całemu światu. Też tak chciałam, ale brakowało mi silnej woli.

    Kiedyś moja osiemnastoletnia już wtedy córka została wegetarianką na pół roku. Popierałam jej decyzję. Bardzo mi wtedy zaimponowała. Zobaczyłam, że można. Pomyślałam, że ja też mogę. Jednak jeszcze wtedy nie zostałam wegetarianką.

    Pewnego dnia a właściwie wieczora, późnego wieczora, oglądałam film dokumentalny o transporcie zwierząt rzeźnych, krów z Polski do Włoch. Tego co zobaczyłam w tym filmie nie zapomnę do końca życia. Wspomnę tylko jedną scenę dla zobrazowania tego co tam się działo....albo nie. Nawet teraz kiedy to sobie przypominam , kapią mi  łzy. Nigdy już nie oglądam takich filmów. Pełno jest tego w internecie. I bez tego wiem jak  cierpią zwierzęta.

    Spojrzałam wtedy na datę: to był 31 kwietnia.

    Od 1 maja przestałam jeść mięso.

    15 lat byłam wegetarianką.
    No nie tak całkiem - jadłam ryby. To chyba nazywa się semiwegetarianizmem. Ortodoksyjni wegetarianie nie akceptują tego. Ja też, bo ryby to też czujące istoty mordowane w okrutny sposób.

    W tej chwili jestem WEGANKĄ , nie jem mięsa, ryb, jajek, mleka, żadnych, serów, margaryn, masła i jestem szczęśliwa.
    Do całkowitego weganizmu zmusiła mnie choroba, dzięki niej nie mogę jeść także glutenu czyli chleba, bułek, ciast, kaszy jęczmiennej, manny. Muszę unikać także tłuszczy. Heh, dziwne, że jeszcze żyję. Ludzie zadają mi pytanie : to co ty jesz?  Owoce, warzywa, kaszę jaglaną, gryczaną, ryż, kukurydzę, warzywa strączkowe, nasiona, pestki, orzechy olej lniany .Z tych produktów da się ugotować i upiec wszystko. A internet aż tętni od blogów wegańskich z przeróżnymi pysznymi przepisami.

    Moja córka znów nie je mięsa , moja siostra jest wegetarianką a jej córka weganką :)

    Kiedy przestałam jeść mięso mój mąż powiedział z sarkazmem : " - Nie przesadzaj, co, może zaczniesz jeszcze jeść trawę." A ja sobie pomyślałam ,że przecież kiedyś ludzie odżywiali się tym co dała im natura, nie gotowali i jakoś żyli. Aż się przestraszyłam tych myśli. A później odkryłam witarianizm.

    Ale to już temat na osobny wpis.