niedziela, 24 marca 2013

Historia mojej choroby c.d.

I tak brałam sobie Metotrexat, choroba cały czas pomalutku postępowała, a nadgarstek dalej bolał, stawał się coraz grubszy. Stan zapalny powodował, że narastała coraz grubsza warstwa zapalna błony maziowej. Po za tym cały czas był bolesny i musiałam dodatkowo smarować go maściami  przeciwzapalnymi, to samo było ze stawem dużego palca u nogi. Tabletek przeciwzapalnych (Niesterydowych Leków Przeciw Zapalnych - NLPZ) nie mogłam brać z powodu wcześniejszej operacji żołądka. Inne stawy też bolały, puchły.
Pani Doktor Reumatolog stwierdziła, że leki już nie pomogą ani nie zatrzymają degeneracji stawu i skierowała mnie na operację nadgarstka, który stawał się coraz bardziej nieruchomy.
Wiedziałam, że trzeba będzie trochę poczekać. Udałam się do szpitala ustalić termin operacji. Czekałam dwie czy trzy godziny, aż Pan Ordynator biegający od gabinetu do gabinetu przyjmie w międzyczasie pacjentów.
W końcu moja kolej...Weszłam do gabinetu, gdzie siedziały jeszcze dwie sekretarki. Podałam skierowanie.
Ordynator obejrzał mój obolały nadgarstek. Zgiął go ile się dało w jedną i drugą stronę , sssssyknęłam z bólu...
Rozmowa była krótka.
Operacja za rok. !!!! 
Po konsultacji z drugim chirurgiem - prawdopodobnie trzeba będzie usztywnić staw. :(
Zaniemówiłam...
- Jak to...  moja choroba tak szybko postępuje, że za rok to mój nadgarstek nie będzie do niczego się już nadawał, pan Doktor chyba nie wie co to za choroba ... .b a r d z o   proszę aby pan Doktor się jeszcze chwilę zastanowił....
Ale Pan Doktor Ordynator popędził już w kierunku korytarza do drugiego gabinetu , czy na jakieś konsultacje.
Poczekałam jeszcze parę minut łudząc się, że za chwilę wróci ale niestety. Pomarudziłam trochę sekretarkom próbując je przekonać, że taki termin to za długo , ale nic nie wskórałam. :((
Byłam w szoku jak traktuje się pacjenta w szpitalu. Nie poświęcono mi nawet 5 minut. Nie wytłumaczono dlaczego mam tak długo czekać ani jakie będą konsekwencje takiego długiego terminu operacji. Zostałam potraktowana jak .... nawet nie potrafię określić jak kto. Czułam się jak skazaniec w sądzie, bez możliwości wypowiedzenia swojego zdania.
Zdesperowana poszłam do innego chirurga, prywatnie. Zapłaciłam również za zdjęcie rentgenowskie obydwóch nadgarstków, którego do tej pory 9po ponad pól roku leczenia) nikt mi jeszcze nie zlecił ( na kasę chorych) :((
Niezbyt miły (nawet za pieniądze) Pan Chirurg wszystko mi pięknie wytłumaczył a nawet narysował flamastrem na nadgarstku.
- A ile Panie Doktorze to będzie kosztowało???
- 3 tys. zł. Za tydzień operacja.
Fiu, fiu , ale na tyle to mnie nie stać.
I na tym skończyło się prywatne leczenie....
Panika , łzy w  oczach... znajomi pocieszali, nawet chcieli jakieś składki robić. Ale nie chciałam się na to zgodzić.
Pomału dotarło do mnie, że muszę jakoś dotrwać do tej operacji i muszę zrobić wszystko, co mogę aby dotrwać w jak najlepszym stanie.
Miałam iść po silniejsze leki do mojej Pani Reumatolog, ból był stały i upierdliwy.
Ale najpierw....
postanowiłam wcielić w życie to co do tej pory się dowiedziałam o leczeniu niekonwencjonalnym.
Do głodówki w tym czasie jeszcze nie "dorosłam".
Postawiłam więc na dietę dr Dąbrowskiej.

Dietę rozpoczęłam 1.02.2011 roku.

Dr Dąbrowska zaleca zrezygnowanie z tabletek pod kontrolą lekarza. Ja niestety byłam zdana sama na siebie i tabletki łykałam dalej.
Moja waga wtedy wynosiła 69,8 kg przy wzroście 170 cm. Hm... trochę przytyłam. Normalna moja waga zawsze wahała się ok. 58 kg.
Pierwszy i drugi dzień upłynął pod kątem bólu głowy.
Po tygodniu schudłam ok 2 kg. po dwóch 3 kg. Cały czas obserwowałam swój organizm. Chciałam, żeby    c o ś  zaczęło się dziać. Ale nauczyłam się cierpliwości, ta choroba uczy cierpliwości - na działanie Metotrexatu też trzeba było poczekać dwa miesiące.

Po drugim tygodniu zdałam sobie sprawę, że  j e s t    l e p i e j :) - tak ogólnie.

Z dnia na dzień tych zmian nie dawało się zauważyć -  były tak niewielkie, ale po 2-ch tygodniach już dało się odczuć zauważalną zmianę.

Zmniejszyła się sztywność poranna, pomału przestawałam "chodzić po ścianach" zwłaszcza rano do WC.
Szybciej zwlekałam się z łóżka, mniej bolały kolana, lepiej było z kręgosłupem, szybciej wchodziłam po schodach. Moja rodzina nawet nie wiedziała, że mam takie problemy. Tego na zewnątrz tak nie widać. Dla nich moja choroba to był mój chory nadgarstek i to wszystko.
Na diecie wytrwałam całe 6 tygodni. Pod koniec było trudno, czułam się słaba, głodu nie czułam ale ciągle coś podjadałam.
Schudłam do 61,1 kg,  razem spadło 8,7 kg.

Efekty diety po 6 tygodniach:

  1. Nadgarstek - przestałam smarować maściami przeciwzapalnymi - przestał mnie boleć w stanie spoczynku, podczas zginania też mniej boli, przedtem miałam uczucie jakbym założyła strasznie ciasną rękawiczkę teraz czuję większy luz w stawie, jest mniej spuchnięty
  2. Sztywność poranna ustąpiła prawie całkowicie - kilkanaście minut utrzymuje się tylko w prawej dłoni,
  3. Prawie całkiem zmniejszył się ból szyi i prawie całkiem zmniejszyło się chrzęszczenie ścięgien podczas obracania  i schylania głowy,
  4. Przestało całkowicie boleć prawe kolano, nie jest już gorące, zmniejszył się mały obrzęk, mogę normalnie chodzić , pozostała mała torbiel Bakera, praktycznie z tyłu kolano jest trochę wybrzuszone, ale nie boli,
  5. Zmniejszyła się o 80% narośl (chrzęstna?) w wewnętrznej części lewego nadgarstka,
  6. Ustąpiła słabość podczas wchodzenia po schodach - przedtem nogi uginały się pode  mną, nie miałam siły,
  7. Całkowicie ustąpiła sztywność i bolesność karku i ramion,
  8. Przestało boleć biodro.
  9. Przestał mnie boleć kręgosłup. Przedtem kładłam się z bólem kręgosłupa i z bólem wstawałam. Podczas zamiatania podłogi i mycia głowy drętwiała mi część lędźwiowa i musiałam co chwila odpoczywać,
  10. Ustąpiły całkowicie fale gorąca związane z menopauzą
  11. Zmniejszyło się swędzenie głowy i czoła.
Oprócz wymienionych wyżej  korzyści pojawiły się dodatkowe bonusy takie jak: 
- znowu mogłam umyć zęby prawą ręką, 
- mogłam nacisnąć klamkę prawą ręką, 
- mogłam przykryć się kołdrą prawą ręką, 
- łatwiej mi było ubrać czy rozebrać sweter
- mogłam obrać ziemniaki,
- pokroić chleb
- zamiatać podłogę,
- kosić trawę,
-  i mnóstwo takich małych codziennych czynności , które przedtem były niemożliwe do zrobienia ze względu na ból nadgarstka, i które wymagały pomocy rodziny. Na co dzień nawet nie zwracasz uwagi, że takie czynności istnieją.
Bardzo się bałam, że choroba zaatakuje mi drugą rękę i tym samym pozbawi mnie całkowicie samodzielności i tak już częściowo odebranej przez niesprawność prawego nadgarstka.

Byłam zachwycona wynikami :) Nie stosowałam żadnych leków przeciw bólowych przestałam stosować maści przeciw zapalne na nadgarstek.
Ustąpiły prawie wszystkie objawy. Przestały pojawiać się nowe. Piszę prawie, bo nie zniknęło całkowicie zgrubienie nadgarstka. No i trochę bolało przy zginaniu, ale o wiele mniej.
Niestety spodziewałam się cudu, czyli całkowitego ozdrowienia. Myślałam, że po diecie wszystko wróci do stanu sprzed choroby. Że będę normalnie zginać nadgarstek. A tu lekkie rozczarowanie.
.
Ale teraz już wiem, że zmiany poszły już za daleko, żeby liczyć na to, że jedna 6 tygodniowa dieta poradzi sobie z tak mocno zmienioną już tkanką.
Dr Dąbrowska pisze, że w ciężkich chorobach a do takich zalicza się RZS dietę należy powtarzać dwa razy do roku a w historii choroby jednej z pacjentek przeczytałam tu , że  " w czasie pół roku przeprowadziła 4 sześciotygodniowe kuracje dietą z przerwą 3 tygodniową po każdej kuracji."
Tombak w swoich książkach też pisze o tym, że oczyszczania trzeba powtarzać aż do pełnego wyzdrowienia, a później systematycznie je stosować.

Po przemyśleniu całej sytuacji stwierdziłam, że:
-  jestem całkiem zadowolona z wyniku zastosowania diety
-  będę znowu przeprowadzać kurację, żeby poprawić kondycję nadgarstka i nie dopuścić do dalszych   zmian.

Po diecie przeszłam na zdrowe odżywianie. Pomału zaczęłam wprowadzać inne produkty: kasze, chleb, ziemniaki, tłuszcze. W końcu zaczęłam jeść normalnie.

Po ok. 1,5 miesiąca zaczęły pojawiać się znowu objawy choroby. Po 2-ch miesiącach zaczęłam  znowu dietę. Tym razem tylko 6 dni. Starczyło na 40 dni bez diety.
Potem znowu dieta 5,5 tygodnia. Starczyło na 60 dni bez diety.
Zaznaczam , że nie stosowałam tzw. "przypominajek" tzn. raz w tygodniu jeden dzień diety lub tydzień diety raz w miesiącu dla podtrzymania efektów. Gdybym stosowała "przypominajki" prawdopodobnie mogłabym wytrzymać dłużej bez dłuższej diety.

Summa summarum:
- gdybym mogła cofnąć czas i znalazłabym się na początku mojej choroby jeszcze zanim spowodowała zmiany w nadgarstku, zastosowałabym natychmiast dietę dr Dąbrowskiej lub głodówkę i zmianę odżywiania.
- radzę każdemu, u kogo dopiero zaczęły się jakiekolwiek zmiany czy ból, przejście na dietę dr Dąbrowskiej.

Dieta działa przeciwbólowo i przeciw zapalnie.
Mama kolegi mojej córki też choruje na RZS i nie funkcjonuje bez  plastrów przeciw bólowych, takich co się stosuje przy bólach rakowych. Ostatnio okazało się , że miała napad takich bóli - pomimo plastrów, że zabrało ją z domu pogotowie zwiniętą w kłębek.
Gdy wróciła do domu pożyczyłyśmy jej do przeczytania książeczkę dr Dąbrowskskiej. Zastosowała dietę. I była szczęśliwa, przestała używać plastry przeciw bólowe.!


W międzyczasie dowiedziałam się,  że na RZS może wpływać również mleko i nabiał a także jajka. Dlatego od 25.082011roku przeszłam na dietę WEGAŃSKĄ.

Często grzeszę ;) - jedzeniowo. A te grzeszki powodują nasilenie objawów. Jakieś bóle, kłucia, opuchlizna zawsze ratuje mnie dieta - dieta dr. Dąbrowskiej  jest dla mnie ratunkiem


cd: http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/03/jezeli-nic-nie-zmienimy-to-nic-sie-nie.html





17 komentarzy:

  1. Dzięki za tę opowieść, pocieszająca i prawdziwa. Do tej pory czytałam tylko o spektakularnych wyleczeniach. Życzę całkowitego powrotu do zdrowia. pozdrawiam.
    p.s. Może warto zrobić test na nietolerancje pokarmową?

    OdpowiedzUsuń
  2. Test zrobiłam, zaleciła mi go dr Dąbrowska po konsultacji mailowej. Też byłam testem rozczarowana , kosztował 350 zł . Wyszły mi baaaardzo niewielkie nietolerancje na ryż,pszenicę,żyto,grzyby i drożdże. Czytałam gdzieś,że nawet jak nie wyjdzie nietolerancja w teście to i tak można być uczulonym na jakiś pokarm. Dlatego przeszłam na dietę wegańską na wszelki wypadek. Mimo wszystko chyba coś mnie jeszcze uczula bo najlepiej się czuję jak jem same surowe owoce, warzywa, orzechy i pestki. Od czasu do czasu też jestem na całkowitej głodówce , o której też jeszcze napiszę tylko muszę się skupić. Dzięki za życzenia również pozdrawiam. Chętnie usłyszałabym o Tobie. Gdybyś miała ochotę napisać to proszę na pisz maila siodemka77(małpa)op.pl lub w komentarzach jeżeli nie masz nic przeciwko temu by przeczytali Cię inni. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że trafiłam na twój blog. Jestem młodą matką u której niedawno wykryto RZS. Niestety zaczęłam brać już steryd od 4 tygodni (metypred) Jednak bardzo chciałabym spróbować diety którą opisujesz. Jednak czytałam ze nie można jej stosować podczas brania leków. Tak się zastanawiam czy jeśli odstawię je nagle i przejdę na dietę to czy nie zrobię sobie krzywdy. W tej chwili mam zablokowany tylko nadgarstek. Zdecydowanie chciałabym się pozbyć tego zablokowania, jednak lekarze nie są przychylni jeśli chodzi o leczenie niekonwencjonalne. W momencie kiedy zapytałam o jakąś dietę usłyszałam ze to nie jest udowodnione ze jakakolwiek dieta pomaga.

    I tak się zastanawiam jak zejść z tych leków..


    Pozdrawiam,
    Agnieszka Zaniewska

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Agnieszko :)
    Nie jestem lekarzem , nie mogę Tobie nic zalecać , jedyne co mogę to pokazać jak ja sobie radzę i radziłam. A Ty zrobisz z tym co będziesz uważała. Tylko Ty możesz wziąć odpowiedzialność za to co zrobisz.
    Najlepiej gdybyś udała się do jednego z ośrodków nadzorowanych przez dr Dąbrowską i rozpoczęła kurację pod jej okiem, okiem lekarza,który wie co robi i z takimi przypadkami miał już do czynienia.
    Nie wiem jaki jest Twoj stan a tylko lekarz może to określić. Do dr Dąbrowskiej można również napisać maila z zapytaniem . Mnie odpowiedziała, może Tobie również odpowie.
    Poleciłabym Ci jeszcze jednego lekarza dr.Kubat i jego pacjentkę Sylwię tu jest opisana jej historia:
    http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/search/label/dr%20Kubat
    Dr Kubat też stosuje dietę u pacjentów a ustala ją na podstawie analizy włosa. Muszę Ci powiedzieć, że Sylwia jest bez leków, a jej przypadek był naprawdę ciężki.
    Ja wszystko robiłam na własną rękę, bo nie miałam się do kogo zwrócić. Ale nie u każdego dieta działa i nie chciałabym, żebyś działając zbyt pochopnie , zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę.
    Dla ostrzeżenia przeczytaj sobie komentarz osoby,której nie udało się uzyskać poprawy dietą :
    http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/03/dieta-drdabrowskiej-rzs-historii-mojej.html?showComment=1375104440066#c1287556376772722649

    Przeczytaj komentarz Anonimowej czytelniczki.

    Będąc na Twoim miejscu zrobiłabym najpierw test na nietolerancje pokarmowe, żeby stwierdzic , czy nie uczula Ciebie jakiś składnik pożywienia. Poźniej próbowałabym zastosować dietę i gdyby efekty były pozytywne, to w porozumieniu oczywiście z lekarzem próbowałabym zmniejszać dawkę sterydu.
    Przede wszystkim, przy jakimkolwiek działaniu, dokładnie obserwuj swój organizm.

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że mój blog będzie dla Ciebie inspiracją :)
    Pod etykietą "lekarze" zobaczysz ilu lekarzy ma trochę inne zdanie na temat diety w naszej chorobie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. na pewno chorzy na rzs muszą odrzucić żywność z konserwantami

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo chciałabym wierzyć w lecznicze działanie diety. Niestety ani mi, ani 11 osobom, które znam, nie pomogła. U mnie w czasie straconym na próbie leczenia jedzeniem (pół roku), doszło do ciężkich uszkodzeń stawów nóg i barków. Choroba się bardzo zaostrzyła po dwóch miesiącach diety. Wylądowałam na wózku inwalidzkim. Mam 32 lata. Z opisanej na blogu historii wynika, że pomógł Pani głownie Metotreksat. To on zmodyfikował przebieg choroby i uchronił przed naprawdę poważnymi konsekwencjami. Na działanie Metotreksatu zawsze trzeba czekać wiele miesięcy. Po odpowiedni długim stosowaniu możne uzyskać remisję i bezpiecznie odstawić lek. Tu stosowano dietę (niezbyt długo i restrykcyjnie) i przyjmowanie leku równocześnie. Dieta może pomóc, nieco złagodzić stan zapalny, poprawić zdrowie ogólne. Ale nie leczy. Kolejki do reumatologów, są pełne ludzi o kulach i na wózkach żałujących, że zbyt późno podjęli leczenie lekami modyfikującymi przebieg choroby i tracili cenny czas na diety.
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      jestem wielką fanką diety warzywno-owocowej i stosuję ją z przerwami od trzech lat. Ja leczę się na Hashimoto i wydaje się, że teraz tę walkę zaczynam wygrywać ( od siedmiu tygodni nie biorę Euthyrox-u, ale badania zrobię za miesiąc), czuję się dobrze. Dietę robię głownie u P. dr w ośrodku i oczywiście chodzę na wykłady, wynika z nich, że pokarm, który nam nie służy może tworzyć kompleksy immunologiczne czyli nasze białe krwinki są obklejane i nie widzą zagrożenia i dlatego nasz układ immunologiczny nie walczy bo nie widzi z czym. Dieta ta bardzo łatwo oczyszcza te krwinki, ale nie wolno jeść produktów, na które WŁAŚNIE my mamy nietolerancję ( w moim przypadku jest to papryka). Ta nietolerancja może się ujawnić na przykład w 4-tym dniu. U P.dr robi się testy Food Detective ale one podobno nie są do końca wiarygodne. Ja przy swojej chorobie chciałam zrobić ten test na 200 produktów ale osoba sprzedająca mi to odradziła.Podobno laboratorium w Poznaniu jest wiarygodne, można do nich napisać i prześlą różnice między tymi badaniami. Ja, ostatecznie, tego testu nie zrobiłam bo po ostatniej diecie( na początku maja) odstawiłam Euthyrox i czuję się jak młody Bóg.
      P.S.swoją tarczycę leczę od 10 lat, oczywiście u lekarzy, przynajmniej dr. Na moje opowieści jak się czuję, iluś lekarzy stwierdziło, że taka moja uroda, a teraz czuję się normalnie czy to znaczy, że teraz jestem chora:-)
      Pozdrawiam wszystkich co nie poddają się bez walki a i jestem farmaceutą:-)

      Usuń
    2. Gratulacje :)
      No, walka jest trudna , ale warto spróbować , by nareszcie poczuć się normalnie :)
      Moja mama też choruje na Hashimoto, ale do diety nie mogę jej przekonać , tzn ona wie, że dieta pomaga ale jej wygodniej jest zażywać leki, chociaż nie raz się żle po nich czuje .

      Usuń
  7. Witaj Alicjo:). Jestem tu pierwszy raz, nawet nie wiem jak do ciebie trafiłam, ale na pewno zostanę tu na dłużej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj , Moniko , zapraszam oczywiście :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja historia jest troszkę podobna do twojej:). Właściwie to już jako dziecko bardzo dużo chorowałam, ale na dobre choroba rozpoczęła się w 1999 r. i była to nadczynność tarczycy. Endokrynolog leczył mnie 2 lata aż w końcu stwierdził,że tarczycę trzeba wyciąć. Ja jednak na to się nie zgodziłam więc leczył mnie dalej. Po pół roku hormony unormowały się. Miałam tylko chodzić co pół roku do kontroli. Moja radość jednak nie trwała długo, ponieważ po krótkim czasie rozpoczęły się bóle stawów. Poszłam jednak do lekarza dopiero wtedy gdy już nie mogłam wytrzymać tego strasznego bólu. Było to w 2003 roku. Reumatolog od razu stwierdził, że jest to rzs. Na początku leczona byłam sulfasalazyną, jednak poprawy nie było. Po jakimś czasie lekarz wprowadził metotrexat i metypred i leki p/bólowe. Liczyłam że będzie poprawa, ale jak była to naprawdę minimalna. W każdym bądź razie choroba nie pozwalała mi na pracę. W 2009 roku dostałam się do programu w którym byłam leczone abataceptem. Poprawa nastąpiła już po 6 tygodniach. Byłam taka szczęśliwa, że nawet otworzyłam swój własny wymarzony biznes. Niestety radość nie trwała długo:(. Po roku zaczęłam chorować, leki biologiczne strasznie obniżyły moją odporność. Pojawiły się alergie i pokrzywki z którymi co jakiś czas lądowałam w szpitalu. Po krótkim czasie do tego dołączyła jeszcze astma i zmiany na skórze które okazały się przyłuszczycą grudkową. Oczywiście brałam na te wszystkie przypadłości leki. We wrześniu 2013 r nagle lekarze poinformowali mnie o zakończeniu programu. Byłam załamana, chyba wtedy wolałam mieć te wszystkie choroby niż ten nie do zniesienia ból stawów. Z nimi jakoś funkcjonowałam. Od września byłam bez leków i bez bólu. Ból pojawił się w grudniu więc zapisałam się do reumatologa. Jak na złość lekarka miała urlop i wizytę miałam mieć dopiero w lutym. Ratowały mnie leki p/bólowe, których i tak nie mogłam brać za dużo bo byłam na nie uczulona. Choroba była bardzo agresywna i do tego jeszcze zachorowałam na obturacyjne zapalenie płuc. Łokieć mi bardzo zdeformowało a choroba położyła do łóżka. W końcu doczekałam się wizyty i oczywiście lekarka przepisała metotrexat i metypred. Byłam załamana. Wiedziałam że te leki prawie mi nie pomagały a metotrexat jeszcze bardziej osłabi moją odporność. Do tego jeszcze te wszystkie pozostałe leki. Bóg chyba jednak chciał żebym spotkała na swojej drodze osobę która powiedziała mi o diecie dr Ewy Dąbrowskiej. Od razu poszłam kupić książkę i tego samego dnia rozpoczęłam dietę. Następnego dnia czułam poprawę ze strony psychiki a każdego kolejnego coraz mniejszy ból stawów. Oczywiście były też kryzysy ozdrowieńcze. Przeszłam 6 tygodniowy post. W czasie postu czytałam wiele informacji o zdrowym odżywianiu i leczeniu dietą i po oczyszczaniu nie wróciłam już do glutenu, nabiału i żywności przetworzonej oraz kawy. Uważam na warzywa zawierające szczawiany oraz na psiankowate. Jem przede wszystkim warzywa, owoce, ryby, kasze, kiełki troszkę warzyw strączkowych, czasami białe mięso. Pije wodę destylowaną, herbatki ziołowe. Co jakiś czas przeprowadzam tygodniową dietę dr Dąbrowskiej. W tej chwili czuję się dobrze. O astmie, pokrzywkach, przyłuszczycy grudkowej już dawno zapomniałam. Bóli reumatycznych też nie mam. Czasami odczuwam ból w miejscach w których stawy są mocno uszkodzone. No i walczę z katarem. Dlatego właśnie zrobiłam test na nietolerancję. Oczywiście jest to gluten, nabiał, mleko krowie, drożdże i jeszcze kilka innych. W tej chwili staram się wyeliminować z diety to wszystko czego mój organizm nie toleruje. Na początku tak jak ty Alicjo byłam zawiedziona. Myślałam, ze nastąpi cudowne ozdrowienie:). Teraz jednak jestem bardzo zadowolona. Fakt muszę bardzo uważać na dietę, ale jestem bez tych wszystkich leków, mogę otworzyć słoik:), sama ubrać się i co najważniejsze nie potrzebuje niczyjej pomocy. Z rodzinką mam podobnie jak ty. Moi najbliżsi oczywiście widzą zmiany, ale dalsze rodzina nie za bardzo. Oni jednak nawet dobrze nie widzieli choroby. Po prostu jak czułam się naprawdę źle to nie wychodziłam z domu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią , rzeczywiście podobna trochę do mojej :) Jesteś tak samo jak ja dowodem na to, że mamy rację w naszych poszukiwaniach zdrowia, że jedzenie może leczyć , że trzeba troszkę samozaparcia , żeby wziąć swoje zdrowie w swoje ręce. Jeszcze jest wielu chorych, którzy nie wierzą, ale my jesteśmy dobrym przykładem dla nich. Jeżeli pozwolisz , to umieszczę Twoją historię jako nowy wpis na moim blogu, jako inspirację dla innych ?
      Pozdrawiam serdecznie i gratuluję rezultatów :)

      Usuń
  10. Oczywiście pozwalam Alu:). Ja tez bardzo chcę żeby inni chorzy uwierzyli, że możemy sobie pomóc.
    Pozdrawiam i życzę zdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję bardzo :) W takim razie będziesz pierwszą osobą, której historię umieszczę w etykiecie "Wasze Historie". Już dawno miałam zrobić taką zakładkę. A teraz Ty się trafiłaś w dobry czas. Myślę, że to pociągnie następne dobre opowieści.
    Również pozdrawiam i zyczę wszystkiego co najlepsze i zapraszam na na FB :https://www.facebook.com/groups/autoimmuno/?fref=nf na grupę Dieta w chorobach tkanki łącznej. Myślę , że tam znajdziesz jeszcze wiele informacji, ktorych nie znasz i wiele osób, które poszukują i odnajdują swoje drogi do zdrowia. Poza tym można tam otrzymać wsparcie i zrozumienie :)

    OdpowiedzUsuń