czwartek, 28 marca 2013

Jeżeli nic nie zmienimy - to nic się nie zmieni. Podsumowanie diety dr Dąbrowskiej

Czy ta dieta działa?
TAK!  TAK! TAK!  Dieta dr Dąbrowskiej DZIAŁA!!!! . U każdego będzie pewnie działać inaczej. Każdy z nas jest inny i inaczej reaguje. Jedna osoba ma tylko sztywność poranną, pobolewania -  z tym dieta prawdopodobnie da sobie radę w 100%. U innej osoby są już zmiany kostne, tu być może trzeba będzie zastosować nawet serię np. głodówek. U kogoś innego już samo pozbycie się bólu dzięki diecie wiele zmieni na dobre. U jednego więcej u innego mniej.
Każdy musiałby ją sam na sobie przetestować, bo naprawdę warto chociażby spróbować , na ile może ona pomóc w konkretnym przypadku.  Nic to nie kosztuje a efekty mogą być zaskakujące.

Jeżeli   n i c   nie zmienimy - to   nic się  n i e  zmieni.

Jednym słowem jeżeli oczekujemy jakichś zmian na lepsze  to - musimy  - zacząć -   coś  -  robić.

Spośród terapii, które znalazłam w internecie, ja wybrałam właśnie dietę dr Dąbrowskiej, bo wydawała mi się najmniej uciążliwa do zastosowania. Dieta leczy mnóstwo chorób, ale wymaga ciągłej pracy nad sobą, nie jest to łatwe i nie każdego stać na taką pracę.

Czytając książeczkę dr Dąbrowskiej byłam w euforii, czułam, że odkrywam lek na wszystkie choroby a zwłaszcza na RSZ, byłam pewna, że oto znalazłam cudowny lek, który za chwilę sprawdzę na sobie, wyzdrowieję i będę przykładem dla innych.
Tak do końca się nie stało, bo nadgarstek dalej nie wygląda na zdrowy, nie było spektakularnego wyleczenia, nie było cudu. Ale pomimo to wciąż dziękuję  Bogu za to, że pozwolił mi znaleźć w internecie informacje o diecie dr Dąbrowskiej i o innych tego typu terapiach np: dr Hankiewicz, terapii Gersona, dr Budwig, diecie Alleluja, dr Biernat-Kałuży, głodówce i lewatywie i wiele innych, o których z czasem będę pisać na tym blogu.

Wszystkie te terapie działają podobnie - wspomagają własne siły organizmu do walki z chorobą, nie powodują zatruwania organizmu (tak jak leki) oczyszczają organizm nie zatruwając go ponownie,     l e c z ą    a nie powodują kamuflowania objawów.

Moi znajomi widzą tylko mój pogrubiony nadgarstek. No niestety, nie stał się cud.
Ale przepraszam - jakie cuda  może mi zaoferować medycyna? Łykanie trujących tabletek, które są używane również na raka tylko w większym stężeniu? Leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które już mi wypaliły jedną dziurę w żołądku? Sterydy rujnujące cały organizm? Operację, która wcale nie wyleczy mi nadgarstka tylko go unieruchomi , tak tak , oferowano mi operację, która unieruchomi nadgarstek. Spytałam Pana Chirurga to po jakiego grzyba mam się poddać tej operacji? On powiedział, że po to żeby nie bolało, a nadgarstek i tak by się z czasem usztywnił i bez operacji.
To, kurczę blade, skoro mnie nie boli (bo stosuję dietę) i skoro nadgarstek i tak mi się usztywni , to po co operacja? Więc na razie z operacji zrezygnowałam. Tak na 100% to nie jestem pewna czy dobrze robię , ale zobaczymy jak sytuacja się będzie rozwijać. Na razie działam z dietą.

Tylko ja wiem, ile mi ta dieta pomaga, cały czas mam świadomość tego, że gdyby nie ta kuracja może byłabym już na wózku, ale mojej rodzinie zdaje się, że przesadzam. Oni nawet nie wiedzą jak mnie bolało, jak nie mogłam z bólu spać przez całą noc, jakie miałam problemy żeby zmienić pozycję w łóżku -  a to były tylko niewielkie objawy RZS, inni mają po stokroć gorzej.
Piszę właśnie post, a mój mąż mówi:
- No i po co tak piszesz ?  komu to pomoże ?  przecież ciągle jesteś na tej diecie i nie masz na niej     ż a d n y c h  sukcesów.
A ja mu na to:
- A to, że mnie nie boli, pomimo nie brania leków przeciw bólowych,  to nie jest sukces?
- A to, że choroba nie postępuje,  gdy jestem na diecie , to nie jest sukces?
- A to, że nie dopuszczam do tego, żeby choroba zawładnęła moim ciałem na tyle, żeby rodzina musiała się mną zajmować, to nie sukces?
Właśnie to wszystko jest sukcesem.
Chciałabym czasami nie stosować diety, żeby pokazać moim znajomym i rodzinie, do czego może doprowadzić nie stosowanie diety. Ale szkoda mi samej siebie, bo wiem, że zmiany mogłyby być już nieodwracalne. Rodzina moja, oprócz siostry i córki, która jest pielęgniarką, nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką okropną chorobą jest RZS. Oni myślą, że to w jakim jestem dobrym stanie to jest normalne.

Mam przykłady wokół siebie jakie spustoszenie, pomimo brania leków, czyni ta choroba. Mojej koleżanki mama po kilkudziesięciu latach choroby i bólu, modli się o śmierć. Leży w łóżku powalona przez chorobę, od kilku lat zdana całkowicie na opiekę męża. Choroba praktycznie zjadła jej stawy. W szpitalu leżała pacjentka w moim wieku zwinięta z bólu w kłębek ale podjadająca czekoladki, które na osłodę przyniosła jej rodzina. Gdyby uwierzyła, że z każdą czekoladką powoduje większy ból to pewnie wszystkie wyrzuciłaby do kosza. Nie miała większych zmian, wystarczyłoby dwa tygodnie diety i zapanowałaby nad bólem.
Ja przy tych osobach czuję się zdrowa jak ryba!.
Chociaż nie jest łatwo, nie ma czarodziejskiej różdżki, która wyeliminowałaby chorobę na stałe. Trzeba wciąż od nowa wracać na dobre tory po grzeszkach kulinarnych ;)  Wiadomo nikt święty nie jest i każdy lubi zjeść sobie coś niedozwolonego, ale zawsze wiem, że powrót na dietę spowoduje cofnięcie się niepożądanych objawów o ile nie pozwolę aby zaszły za daleko. Dlatego bardzo pilnie obserwuję swój organizm i natychmiast reaguję gdy zaczyna dziać się coś niepokojącego.
Stosuję też czasami głodówki i zamierzam spróbować diety witariańskiej, ale o tym napiszę kiedy indziej.

Czy jestem przeciwko lekom i lekarzom ?
Nie, nie jestem. Uważam, że w ostrych przypadkach chorobowych i wypadkach -  leki i lekarze ratują życie i są niezastąpieni.
Ale z chorobami przewlekłymi nie radzą sobie dobrze.
Uważam też, że pacjent powinien mieć opcję wyboru między leczeniem dłuższym, mniej wygodnym, wymagającym wysiłku ze strony pacjenta, ale nieinwazyjnym, a leczeniem wygodnym, za pomocą chemii, bez wysiłku, ale szkodliwym dla zdrowia.
To ja chcę podejmować decyzję. Lekarze nie dają takiego wyboru.

cd:
http://ulecz-sie-sam.blogspot.com/2013/07/lekarze-ktorzy-lecza.html

9 komentarzy:

  1. Trzymam za Ciebie kciuki Alicjo! Jestes na własciwej drodze do zdrowia. RZS to bardzo bolesna i trudna do zahamowamnia choroba.
    Ważne - jedzenie może być najlepszym własciwym lekarstwem,
    lub może być przeszkodą i przyczyną chorowania.
    Ta choroba wymaga dużo cieprpliwosci. Nie poddawaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Krysiu za trzymanie kciuków :) Ja już wiem, że jestem na dobrej drodze. Teraz chcę pokazać innym jak znaleźć ich drogę, dlatego zaczęłam pisać tego bloga.To jest trudne zadanie, ale nikogo nie przekona się na siłę. Każdy musi sam do tego dojrzeć. Twój blog też mi dużo pomógł. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten wpis. Tydzień już jestem na diecie. Na razie bez efektów, ale jesteś już kolejna osobą która potwierdza skuteczność tej diety na RZS.
    To jest niesamowite, że można odstawić leki i cieszyć się ZDROWIEM!
    u mnie ani methotrexat, ani equoral nie pomagały. Jedynie sterydy i diclofenac. Ale ile można?

    Życzę sukcesu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za ten wpis! Od tygodnia jestem na diecie dr Dąbrowskiej. Na razie bez efektów, ale jesteś już kolejną osobą, którą dieta postawiła na nogi przy RZS.
    U mnie już methotrexat i equoral nie pomagają. Jedynie diclofenac i sterydy, ale ile można brać leków na chwilową poprawę?

    Życzę całkowitego sukcesu!

    P.S. Może warto zrobić test na alergeny żywnościowe, aby ograniczyć tylko wybrane pokarmy? Taki zresztą jest mój plan po diecie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Rafallo, cieszę się, że tu zajrzałeś i ,że jesteś już tyle dni na diecie:)
    U mnie pierwsze widoczne pozytywne efekty były około 2 tyg. diety. Wtedy wyraźnie odczułam ,że mniej mnie boli. A potem było coraz lepiej. Pierwsza moja dieta trwała 6 tygodni . Teraz jestem na niej 16-sty dzień. Powtarzam ją kiedy tylko mi się pogorszy. Mam nadzieję , że Tobie również ona pomoże. Choćby w opanowaniu codziennego bólu.

    Test na nietolerancje pokarmowe robiłam , ale ten na 49 alergenów i wyszły mi nietolerancje na ryż, pszenicę, żyto, grzyby i drożdże. Może mam jeszcze na co innego , ale na razie nie stać mnie na taki wydatek. Więc sobie radzę jak mogę.
    Zdziwiona jestem ,że ryż mnie uczula nie ma przecież glutenu, ale w ostatnim artykule dietetyczka Małgorzata Desmond pisze, że ryż też może uczulać.
    Test to bardzo dobre posunięcie .

    Dzięki za życzenia :)
    I życzę wytrwałości , wiary i powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozdrowienia dla prowadzących stronkę. Bardzo fajna strona.

    Godna polecenia. Pozdrawiam!

    Look into my web site; firmy

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Alu, w 100% się z Tobą zgadzam i czytając Twoje relacje i refleksje mam prawie wrażenie jak bym to ja napisala . Dziękuję za świetnego bloga, którym na pewno pomoglas niejednej osobie . Szkoda, że leczenie głodówkami i postami nie jest oczywiste w dzisiejszych czasach tak jak to jest z lekami .... pozdrawiam najserdeczniej ,

    OdpowiedzUsuń